Dopadła mnie angina - pierwszy raz w życiu. I żeby było tego mało - angina ropna.
Więc leżę sobie w łóżeczku, próbuję zbić temperaturę, a tego posta piszę już piętnaście minut. Ale przynajmniej zrobiłam postęp z jedzeniem - po dwóch dniach odkładania od ust, udało się zjeść łyżkę bigosu, pół hot dog'a i pół maślanej bułki. No, Anno - jest moc ;)
Mój gość podróżuje sam, z racji mojego aktualnego stanu i trochę mi z tym kiepsko, zwłaszcza gdy wiem, że jutro musi już wyjechać do swojego kraju. No trudno, bo jak już wiadomo - choroba przychodzi w najmniej odpowiednim momencie.
Najlepszy tydzień w moim życiu. Zakochałam się w Austrii, to już pewne. Kocham każde odwiedzone przeze mnie miejsce. Chciałabym spakować walizki, wziąć wszystko to, co najpotrzebniejsze i wyjechać tam na stałe.
Dziękuję każdemu, kto przyczynił się do drugiego wyjazdu w to cudowne miejsce.
Bisztynek - Warszawa Warszawa - Lądek Zdrój Lądek Zdrój - Bielawa Bielawa - Klagenfurt Klagenfurt - Tarvisio Tarvisio - Kranjska Gora Kranjska Gora - Preitenegg Preitenegg - Glödnitz Glödnitz - Klagenfurt Klagenfurt - Pułtusk Pułtusk - Bisztynek Hillsong United - Oceans
“I will remember your small room, the feel of you, the light in the window, your records, your books, our morning coffee, our noons, our nights, our bodies spilled together, sleeping, the tiny flowing currents, immediate and forever. Your leg, my leg, your arm, my arm, your smile and the warmth of you who made me laugh again.” - Charles Bukowski
31.08.2014
Czasami życie jest pięknie, przeważnie. Ale dziś oblałam ten egzamin. Stanisław Jerzy Lec powiedział kiedyś "Ceń słowa. Każde może być Twoim ostatnim". Nie posłuchałam, rzuciłam słowa na wiatr, dałam się ponieść emocjom. Zostałam sama, prawie sama. Bez znajomych, bez dobrej opinii. Każdy ma mnie na języku, bo zemsta jest słodka. Zemsta za błąd, którego żałuję.
1.09.2014
Pogorszyło się. Wpakowano mnie w jeszcze większe bagno niż przypuszczałam. A może sama się wpakowałam? Wiem tylko tyle, że jest beznadziejnie. I nie zapowiada się, żeby było lepiej.
3.09.2014 "I wcale nie smakuje mi bez ciebie kawa i głos Tracy Chapman jest coraz smutniejszy (...) ”
4.09.2014
Wyjeżdżam. Duszę się tu. Kupiłam już bilety - w niedzielę wracam do Austrii. Na kilka dni. Na tydzień, Żeby ochłonąć, żeby zatęsknić na nowo.
"braknie mi słów i powiem prawdę: jesteśmy stworzeni dla siebie ja dla siebie i ty dla siebie odchodząc zawstydzona, aż brzydka zrozum że naprawdę razem można się tylko rozstawać"
Jestem zauroczona poezją pana Jacka Podsiadło. Ja, (nie)cicha i (nie)szara myszka jestem zauroczona jakąkolwiek poezją. To chyba przełom. Ostatnio dużo tych przełomów w moim życiu. Czyli, na nudę nie mogę narzekać, bo ciągle coś się dzieje. Raz coś ciekawego, innego dnia coś ciekawego mniej, ale koło ciągle się kręci. Został mi ostatni miesiąc wakacji. Zostało mi dane (a raczej rzucono propozycję) by ponownie wyjechać do mojej już ukochanej Austrii. Milion wątpliwości, nie umiem wybrać, bo nie lubię stawać pomiędzy i już sama nie wiem czy w moim życiu przeważa rozum, czy serce? mam się całkiem dobrze. chyba całkiem, chyba dobrze.
Dziękuję pani Tracy Chapman za dotrzymanie towarzystwa w tę bezsenną noc.
i ogólnie, spierdzieliłam to wszystko, miałam odpoczywać cały weekend a jestem zmęczona bardziej niż kiedykolwiek. piątkowy wieczór miał trwać trzydzieści minut - trwał do dziewiątej rano. a sobotnią noc chciałabym zapomnieć, bo jedyne o czym marzę teraz, jest zapadnięcie się pod ziemię niż wzrok ludzi z grupy typu "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie".
Nie chce mi się już tutaj nic pisać, zaraz miną trzy lata od pierwszego posta (no, okej nie tak zaraz) i po prostu zwyczajnie mi się nie chce, bo nie mam już co pisać. Ale dając znaki, że żyję opowiem Wam tylko tyle, że jestem coraz bardziej fit - dzień bez treningu to dzień stracony, a do tego zapisałam się na zumbę! Się porobiło! Dodatkowo zaczęłam praktyki i drugi dzień mnie nie zniechęcił - jest okej, zostałam nazwana mamą i jest mi z tym dobrze. A między nami tak porobiło się, że hej.....
Dobrze, że jesteś.
Że każdego dnia mogę od Ciebie uczyć się czegoś nowego. Fajnie, że jesteś moich szoferem, a ja czasem Twoim. I, że w Twoich oczach jestem jedną z najpiękniejszych kobiet na tym świecie. Albo, że zaraziłeś mnie muzyką śpiewając co noc moją ulubioną kołysankę - żołnierską piosenkę rezerwat, czyli godzina piąta minut trzydzieści. Dobrze, że możesz być ze mnie dumny. A ja z Ciebie. I chociaż mnie czasami denerwujesz, a ja Ciebie jeszcze bardziej to dalej jesteśmy tacy fajni, że trzymamy sztamę i tworzymy niezły team! Dobrze, Tato.
Udało się, chociaż nie było łatwo.
Nie będę kłamać, że sesja przyniosła mi wiele nieprzespanych nocy. Nie będę kłamać, że uczyłam się godzinami - to dopiero byłoby oszustwo. Ale nie skłamię, kiedy powiem, że jestem dziś farciarą i jestem już drugą nogą, na drugim roku i to z całkiem niezłymi wynikami.
Dziś był dobry dzień, który zakończyłam seansem w naszym olsztyńskim kinie. Gwiazd naszych wina - ogromne spektrum emocji.
A więc co? A więc wakacje. "Czasami wydaje się, że wszechświat chce zwrócić na siebie uwagę"
Jestem, tak jakby w czarnej dziurze. Długa noc, czarna kawa, jakoś damy radę. No ale tak to jest, kiedy studenci pedagogiki odkładają naukę na ostatnią chwilę. Chciałabym mieć to wszystko już za sobą.
10.06.2014 - Teoretyczne Podstawy Kształcenia
12.06.2014 - Filozofia
16.06.2014 - Psychologia rozwoju
17.06.2014 - Podstawowe Problemy Pedagogiki Specjalnej
"Tyle było zmian co dalej więc? a może biec pod wiatr i wyżej gdzieś bez wysiłku po cichu znów którą wybrać mam z tak wielu dróg?"
Chciałabym powtórzyć tamten rok (klik). Był dobrym rokiem, który wspominam z uśmiechem na ustach. Nie, żebym narzekała na te sześć miesięcy, które właśnie mija, ale brakuje mi tutaj jednego, ważnego elementu. Jakoś tak, pusto i ponuro zaczęło się robić.
Chciałabym coś zmienić, bo przecież ile młody człowiek możne żyć w monotonii? Chciałabym zrobić jakąś listę rzeczy, które muszę jakoś ogarnąć, ale wydaje mi się, że dziko jest trzymać się określonego wcześniej planu. Nie odnalazłabym się w takim systemie: w poniedziałek zrób to, we środę nie rób tego, za to w piątek koniecznie wybierz się tu i tam. Nie, to nie dla mnie. Ale powoli zaczynam rozmyślać, co mogę zrobić. I tak oto wpadłam na kilka pomysłów. Po pierwsze - obowiązkowa wizyta w poradni zdrowia. Jak wiadomo, choroby lubią się do mnie przyklejać, więc badania profilaktyczne jak najbardziej są na miejscu. A kiedy wszystkie wyniki (lub większość) wypadnie książeczkowo, zabieram się za to, co ostatnimi czasami lubię najbardziej - sport (i tutaj muszę uwiecznić tę chwilę - Subi lubi sport! niewiarygodne). Nie mogę zapomnieć też o zdrowszym jedzeniu - koniec z fastfoodami (hah, tak mówię każdego dnia, nic z tego nie wynika, ale trzymam kciuki sama za siebie, żeby mi się udało). A wisienką na torcie niech będzie wyłączenie uczucia do tego, który tak bardzo na nie nie zasługuje. Aha! I czas na z(a)mianę szafy! Bo lato zbliża się wielkimi krokami! :)
Dziesięć dni temu zakończyły się olsztyńskie juwenalia. Oznacza to, że od dziesięciu dni jestem chora.
Za to za lekko ponad dziesięć dni zacznie się zmora każdego studenta - sesja. Jak na razie marnie idą mi przygotowania, ale za to wszystkie zaliczenia do przodu. Wszystkie poza wychowaniem fizycznym - zostałam "wywalona" z basenu za chęć podejścia do egzaminu. (bo podobno miałam gorączkę,)
I wreszcie minęło pięćdziesiąt osiem dni. I nic. Potrafię o tym nie myśleć, twarda jestem, ale są dni takie jak ten, kiedy wymiękam, tak po ludzku. Kiedy chciałabym znowu obejrzeć nudny film, przejechać się samochodem, albo składać prace techniczne. No cóż, widocznie nie było mi to dane. :)
Chyba już tu nikt nie zagląda, ojojoj.
Przerzuciłam się na instagram, więcej jest mnie tam.
Słońce, wiatr, deszcz, ziąb - każda możliwa pogoda zamówiona specjalnie na Kortowiadę, bo ponoć to już taka tradycja. Moje pierwsze Juwenalia za mną. Marzyłam o koncercie Luxtorpedy i jestem na siebie zła za to, że mnie na nim nie było. Koncert wynagradzają mi rozdarty palec u nogi i choroba. To chyba oznaki, że mimo wszystko bawiłam się świetnie.
Chowałam się. Od sierpnia, każdego dnia coraz bardziej. Chowałam się przed Tobą. Nie chciałam, żebyś mnie szukał. Nie dałeś mi tego, czego od Ciebie oczekiwałam. Więc chowałam się dalej. Coś za coś.
To chyba jednak tak nie działa. To chyba były jakieś znaki, żebym odpuściła i zrobiła ten najważniejszy krok. Teraz się podnoszę. Powoli, bez pośpiechu. Palę za sobą mosty, żeby nie wracać do tego co było.Chcę kroczyć na nowo. Nie drogą, którą sobie wybiorę. Drogą, która już jest mi wyznaczona.
Dziękuję za cały sobotni dzień, gdzie mogłam oderwać się od tego, co mnie męczy i zrozumieć kilka spraw. Dziękuję, że byliście - bez Was to nie to samo.
“Perhaps our eyes need to be washed by our tears once in a while, so that we can see Life with a clearer view again.”
Jestem szczęśliwa.
Mimo wszystko.
Mimo, że Ciebie już przy mnie nie ma.
Żyję pełnią życia.
I lubię się uśmiechać.
Chciałam to napisać kilka dni temu. To jest dalej aktualne, ale dziś mam wyjątkowo zły dzień, a raczej noc. Kolejny raz przekonuję się, jak cienka jest granica między przyjaźnią a nienawiścią. Tracę kolejnych ludzi, dla których zrobiłabym wszystko. Co we mnie jest nie tak, że ludzie mają o mnie takie zdanie? Co we mnie jest nie tak, że ludzie się ode mnie odwracają? Przecież chcieli mnie taką, jaką jestem. Podporządkowałam się. A teraz tęsknię za tą dawną Anią. Za tą, która była rok temu i za ludźmi, których już nie ma.
Taki mam piękny maj.
W tak młodym wieku popełnić błąd, za który teraz trzeba płacić wysoką cenę.