A moim rodzicom z okazji dwudziestopięciolecia zawarcia sakramentu małżeństwa życzę kolejnych dwudziestu pięciu lat i uśmiechu każdego dnia! :)
wtorek, 9 lipca 2013
Mrs. Student
Chciałam podziękować moim znajomym za wsparcie i modlitwę w mojej intencji. Dziś wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Dostałam się! Zarówno na pedagogikę specjalną jak i na filologię rosyjską. Co wybieram? Bez dwóch zdań - pedagogikę. Przede mną trzy lata na Uniwersytecie, który znajduje się na pięknej Warmii. Na magisterkę zawitam w Warszawie. Takie mam plany. A dziś jestem najszczęśliwszą osobą w moim miasteczku! Dzień spędzam w miłym gronie na świeżym powietrzu z piękną pogodą (trzeba korzystać, bo moja siostra właśnie wyczytała, że według pogody pogoda ulegnie zmianie). Teraz czuję, że mam wakacje! ;)
piątek, 28 czerwca 2013
Potrójne radości.
Radość pierwsza:
5 322 km od Bisztynka znajduje się Sokodé, jedno z największych miast w Togo. Dla nas, ludzi "białych" Afryka kojarzy się z zacofaniem, głodem i biedotą. Czy afrykańskie dziecko wie, jak wygląda tablet? Czy co drugi togijczyk posiada iphona? I co z internetem?Pierwszy raz zadzwoniła do mnie Afryka. Facebook podobny to Skype to jednak fajna sprawa. Odbieram i patrzę na okienko w którym widzę ciocię, która od 19 lat zamieszkuje czarny kontynent. Na kamerkę spogląda jeszcze (jak to mówią misjonarze) jedna czekoladka. Nie wiele słyszę, bo łącze takie sobie. Ciocia tłumaczy, że mają internet na kredyt i pewnie zaraz wszystko padnie. I tak było. Wiem tylko, że u niej wszystko w porządku. Togijczyk nic nie mówi - ja nie znam francuskiego, on nie zna polskiego. Jedyna nasza konwersacja to szczery uśmiech, który dał mi więcej radości niż tabliczka czekolady. Afryko, dziękuję.
Radość druga:
Nazwano to "ogólnopolską katastrofą" i tak trochę było. Ponad tysiąc osób w warmińsko-mazurskim przystąpi do egzaminów poprawkowych w sierpniu. Ponad pół tysiąca tegorocznych maturzystów nie dostało dziś świadectwa dojrzałości i w tym roku nie dostanie. Moja druga radość brzmi: zdałam maturę i żadnych poprawek dla mnie nie przewidziano. Mam szansę stać się studentką oligofrenopedagogiki.
Radość trzecia:
środa, 12 czerwca 2013
Trzydzieści lat.
12.06.1983 przyszedł na świat i wygrał z tamtejszą medycyną, powalając wszystkich na nogi i udowadniając, że Jezus miał rację mówiąc, że nie znasz dnia ani godziny. A dziś mija równo trzydzieści lat. To dużo czasu. Mogłabym być już ciocią Twoich szkrabów, albo druhną na Twoim ślubie. W dniu Twoich urodzin, które spędzasz w najlepszym gronie, chciałabym Cię prosić, żebyś był moim Aniołem Stróżem.
Kocham Cię.
a wieczór upływa w melodii Bednarka.
Kocham Cię.
a wieczór upływa w melodii Bednarka.
wtorek, 4 czerwca 2013
Warszawa!
Pierwszy wakacyjny wyjazd uważam za jak najbardziej udany! To jednak prawda, że spontaniczne, nieplanowane wypady są najfajniejsze! W piątek odwiozłam siostrę na dworzec, a w sobotę to ona wyjechała po mnie. A w przeddzień śmiałam się, że pewnie ja będę u niej szybciej, niż ona znowu w domu. I wykrakałam piękne dwa dni! :)
Planów było co niemiara! W pierwszej kolejności miałyśmy zwiedzić Zamek Królewski, potem iść do kina, pojeździć rowerami po starówce...iść na zakupy. Na zakupy poszłyśmy, rzecz jasna! Kino było, ale domowe - Hua Mulan zamiast Drugiego oblicza. Ale przynajmniej można było obejrzeć w spokoju i zrobić pauzę w każdym momencie. Zamiast Zamku Królewskiego, zwiedziłam domek znajomego w podwarszawskim Mysiadle. Metro, autobus i nogi zastąpiły rowery, które wyszłyby nam na zdrowie, szczególnie po poniedziałkowym grillowaniu.
A dziś zarejestrowałam się w internetowej rekrutacji uniwersytetu warmińsko-mazurskiego. Jeśli przyjdzie mi tu zostać będę specem od oligofrenopedagogiki! (w końcu nauczyłam się tej nazwy na pamięć!). Dziś wróciłam z Warszawy. Dziś zmieniłam wygląd bloggera, który jest chyba bardziej "żywy" niż ten, który był wcześniej.
Trzymajcie się ciepło, w te różnopogodowe dni. (tak wiem, że nie istnieje takie słowo jak "różnopogodowe", ale zawsze można przymknąć na to oko) :)
Trzymajcie się ciepło, w te różnopogodowe dni. (tak wiem, że nie istnieje takie słowo jak "różnopogodowe", ale zawsze można przymknąć na to oko) :)
czwartek, 30 maja 2013
Marcie z okazji urodzin!:)
Ah ten maj! Ma w sobie to coś! Każda notka dedykowana komuś, przyjemnie, nawet bardzo!:)
Ma na imię Marta i kończy dziś siedemnaście lat. To właśnie jej dedykowany jest ten post, ale nie jest to prezent urodzinowy - nie idźmy na łatwiznę. Wczoraj przeglądałam pudło z rzeczami wartościowymi i znalazłam od niej kartkę, w której dziękowała mi za obecność i mówiła, że jestem darem. Dzisiaj to ja jej dziękuję, za to, że jest. Za to, że mogę być razem z nią w tym dniu kiedy się starzeje! :)
Ma na imię Marta i kończy dziś siedemnaście lat. To właśnie jej dedykowany jest ten post, ale nie jest to prezent urodzinowy - nie idźmy na łatwiznę. Wczoraj przeglądałam pudło z rzeczami wartościowymi i znalazłam od niej kartkę, w której dziękowała mi za obecność i mówiła, że jestem darem. Dzisiaj to ja jej dziękuję, za to, że jest. Za to, że mogę być razem z nią w tym dniu kiedy się starzeje! :)
poniedziałek, 27 maja 2013
Dobrze mi z Tobą!
Zanim zaczęłam przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, zastanawiałam się jak to możliwe, że każdy chrześcijanin po tym sakramencie może jeść Jezusa. Myślałam sobie, że to musi być potężny gość, skoro wszyscy mogą Go zjeść. Ale idąc inną drogą: jak człowiek może dać się tak po prostu jeść? Po co mamy pić jego krew? Jak można w ogóle pić krew? To niedorzeczne. Pić to można sok, ewentualnie herbatę. Tak, właśnie takie odczucia mi towarzyszyły. Dodatkowo interesował mnie smak tego ciała. Taka dziecięca burza mózgów. Z czasem wszystko stało się jasne. Ciało i Krew Pana Jezusa. Pamiętam jak Go przyjmowałam pierwszy raz - to był rok 2003. Dokładnie dziesięć lat temu. Jak ten czas szybko leci! Pamiętam moją piękną albę ze złotym wykończeniem. Zamiast białego wianka na głowie, miałam zielony wianuszek - z żywych, białych kwiatów. Przetrwał on cały biały tydzień! Pamiętam emocje, które mi towarzyszyły i psalm, który śpiewałam : "W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy". Pamiętam łzy szczęścia babci D.
Wydaje się, że dziesięć lat, to wcale nie tak dawno temu. Ale Komunie wtedy wyglądały zupełnie inaczej. Nie liczyła się liczba gości. Nikt nie pytał dziecka co woli dostać: tablet czy i phone? A może xbox'a, bo przecież każdy ma to i ty musisz. Łańcuszek jako prezent? Proszę cię! Litości... Ale ja pamiętam - od rodziców dostałam rower! Mój pierwszy, tylko na wyłączność, szary rower! Oczywiście - rower na dwóch kółkach! Ale to był czas, kiedy nie przywiązywało się wagi do tego, co się dostanie. Najważniejsze było przyjęcie Pana Jezusa.
I tak trwamy razem dziesięć lat i tak dobrze nam! :) Doświadczam Go codziennie, z dnia na dzień coraz bardziej.
niedziela, 26 maja 2013
Wyjątkowa, najlepsza - mama
Znana jako siostra wielodzietnej rodziny. Nie lubi owijać w bawełnę, skromność do niej nie pasuje. Pewnie stąpa po ziemi i ma najfajniejsze córki na świecie. Gotuje lepiej niż Gesslerowa, jest lepszą Perfekcyjną Panią Domu niż Rozenkowa. Mogłaby zmierzyć się z niejednym architektem. Akademia Sztuk Pięknych byłaby nią zachwycona. Nie dorasta do pięt Kubicy, ale od tego są mężczyźni. Ma duszę podróżniczki. Lubi opowiadać o tym, jak kiedyś wyglądało nasze miasteczko. Najpiękniejszą rzeczą jest uśmiech na jej twarzy. Nauczyła mnie wiązać buty i zakładać ubrania. Była moją instruktorką w nauce chodzenia. Uczy, jak być dobrym człowiekiem. Jest moją przyjaciółką, w której mam niesamowite wsparcie. Mama, mateczka, mamusia - nigdy "stara".
wtorek, 7 maja 2013
Dojrzałość, czyli keep calm and zdaj maturę!
środa, 1 maja 2013
Kwiecień i MAJ, znów mamy wiosnę!
Uwielbiam miesiąc maj! Wtedy dookoła wszystko tak pięknie kwitnie i trawa nabiera pełnego, zielonego koloru. Lubię te zapachy grillowanych potraw, które unoszą się w powietrzu i zahaczają o nosy sąsiadów.
6 dni. Dokładnie tyle dzieli mnie od mojego pierwszego egzaminu dojrzałości, który zadecyduje, czy będę surdopedagogiem, czy też wyląduje na bruku.piątek, 26 kwietnia 2013
Przemyślenia zbyt długie na facebook'owy status.
Chyba powinnam zatytułować ten post jednym wyrazem - wakacje. Ale jakoś nie ma we mnie z tego powodu szczególnej radości.
2.5 lata - tyle wystarczyło, żeby narodziły się nowe przyjaźnie. Nie chcę, żeby zakończyły się jak te z gimnazjum, gdzie każdy obiecywał sobie przyjaźń do grobowej deski, a wyszło jak wyszło. Teraz jesteśmy dorośli i może słowa znaczą trochę więcej. No ale, nie ma co się rozczulać - widzimy się jeszcze na maturach, a potem może spotkamy się na schodach jakieś uczelni? :)
Dziś postawiłam ostatni krok w sali dwieście jeden. Dziś ostatni raz siadłam w ławce z Dominiką i narzekałam z dziewczynami na długość uroczystości pożegnania maturzystów - prawie trzy godziny!
Czego nauczyło mnie liceum? Odpowiedzialności i pokonywania słabości. Sama radziłam sobie z problemami, które czasem sama stwarzałam.
Jak będę wspominać nasze elitarne czwarte l.o? Jak już dziś powiedziała Agnieszka: Każdy z nas pozostawi w tej szkole cząstkę siebie. Tu przeżywaliśmy nasze sukcesy i gorycz porażek. Tu zawiązały się przyjaźnie, które teraz będą musiały przejść próbę rozłąki. Chwile spędzone w szkole będą najmilszym wspomnieniem. Jesteśmy cegiełkami w murach IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie.
A dla absolwentów gimnazjum, razem z Emilią powtarzamy : jak się uczyć to tylko tu, w czwórce!
Tak mi trochę smutno, że jestem już absolwentką szkoły średniej! Jak ten czas szybko leci!
3C humanistyczno-językowy - glad i met you!
2.5 lata - tyle wystarczyło, żeby narodziły się nowe przyjaźnie. Nie chcę, żeby zakończyły się jak te z gimnazjum, gdzie każdy obiecywał sobie przyjaźń do grobowej deski, a wyszło jak wyszło. Teraz jesteśmy dorośli i może słowa znaczą trochę więcej. No ale, nie ma co się rozczulać - widzimy się jeszcze na maturach, a potem może spotkamy się na schodach jakieś uczelni? :)
Czego nauczyło mnie liceum? Odpowiedzialności i pokonywania słabości. Sama radziłam sobie z problemami, które czasem sama stwarzałam.
Jak będę wspominać nasze elitarne czwarte l.o? Jak już dziś powiedziała Agnieszka: Każdy z nas pozostawi w tej szkole cząstkę siebie. Tu przeżywaliśmy nasze sukcesy i gorycz porażek. Tu zawiązały się przyjaźnie, które teraz będą musiały przejść próbę rozłąki. Chwile spędzone w szkole będą najmilszym wspomnieniem. Jesteśmy cegiełkami w murach IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie.
A dla absolwentów gimnazjum, razem z Emilią powtarzamy : jak się uczyć to tylko tu, w czwórce!
Tak mi trochę smutno, że jestem już absolwentką szkoły średniej! Jak ten czas szybko leci!
3C humanistyczno-językowy - glad i met you!
środa, 24 kwietnia 2013
Wyprowadzka.
No i stało się - wyprowadziłam się. Nie do końca, ale w szafie wiszą tylko dwie kurtki, a poza naczyniami i jednym kartonem nie stoi nic. Zostało mi tylko zrobić obiegówkę, wymeldować się i posprzątać w czterech kątach.
Ponad dwa lata minęły jak jeden dzień. Pamiętam pierwszy dzień, kiedy siedziałam cicho, a nocami tęskniłam za swoim ciepłym łóżkiem i znajomymi z gimnazjum, a potem chciałam się wyprowadzić. Niedziela była najgorsza, bo oznaczała powrót do bursy, w której nie zawsze było miłe towarzystwo. Pamiętam ogrom moich współlokatorek - trochę ich się przewinęło przez te lata. Rozmowy nocą z Sylwią, żarty Laury, seans "Przepisu na życie" z Kasią i wieczorne imprezy z Anitą.
Chyba mi będzie tego brakowało. Zawsze chciałam uciec od monotonii, która mi tam towarzyszyła. A teraz, kiedy spakowałam walizki, stwierdziłam, że będzie mi jej brakować. Ale tak to już jest.
Życie w bursie ma jakiś swój urok, to na pewno. I nie jest to szkoła wytrwania - a kiedyś już to słyszałam! :)
Ponad dwa lata minęły jak jeden dzień. Pamiętam pierwszy dzień, kiedy siedziałam cicho, a nocami tęskniłam za swoim ciepłym łóżkiem i znajomymi z gimnazjum, a potem chciałam się wyprowadzić. Niedziela była najgorsza, bo oznaczała powrót do bursy, w której nie zawsze było miłe towarzystwo. Pamiętam ogrom moich współlokatorek - trochę ich się przewinęło przez te lata. Rozmowy nocą z Sylwią, żarty Laury, seans "Przepisu na życie" z Kasią i wieczorne imprezy z Anitą.
Chyba mi będzie tego brakowało. Zawsze chciałam uciec od monotonii, która mi tam towarzyszyła. A teraz, kiedy spakowałam walizki, stwierdziłam, że będzie mi jej brakować. Ale tak to już jest.
Życie w bursie ma jakiś swój urok, to na pewno. I nie jest to szkoła wytrwania - a kiedyś już to słyszałam! :)
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Glad you came, spring! ;)
Doczekałam się! Śnieg stopniał i mam nadzieję, że na dobre! Słoneczko świeci, żadnej chmurki na niebie i przyjemny wiaterek! To jest to, tak to wiosna!
sobota, 6 kwietnia 2013
Spring! - where'd you go? i miss you so...
Na wiosnę chyba jeszcze trochę poczekam, chociaż prognozy pogody zapowiadają się ciekawie. Niestety, tyle razy się już zawiodłam, że wolę nie ufać pogodynkom. Kurcze, jak ja chcę już tej wiosny. Wyjść na spacer bez kozaków, bez szalików i zimowych płaszczów. Pobiegać, pojeździć na rowerze i porobić zdjęcia. W domu czuć wiosnę, ale kiedy wyjrzę za okno to wszystkiego mi się odechciewa. Ale mam nadzieję, że ten śnieg zaraz zginie, bo nie chcę zdawać matury w takie ponure dni!
Wszystko się jakoś układa. Życie zaskakuje mnie bardziej niż pogoda. :) Może tak ma być? Może tak ma to wszystko wyglądać i nie należy niczego zmieniać? Nie szukam odpowiedzi na pytania, która siedzą w mojej głowie. Nie gdybam, bo to nie ma sensu.
A ogólnie, to jest dobrze. Święta minęły bardzo szybko. Teraz intensywna nauka, koniec roku i wspomniana już wcześniej matura. Tak, można się za mnie pomodlić! :)
sobota, 30 marca 2013
Męka, śmierć, zmartwychwstanie...
Jak bardzo człowiek może doświadczyć pustyni? Jak bardzo człowiek może zmienić się w ciągu czterdziestu dni? Jak bardzo człowiek musi być zagubiony, skoro zapomina o Tym, który go stworzył? Jak bardzo Ten, który go stworzył, musi go kochać, skoro zmarł na krzyżu dla jego zbawienia?
środa, 27 marca 2013
Nieproszony gość.
Przyszła niespodziewanie. Zapukała z samego rana - nie dała się wyspać, nie miała w sobie ani cienia litości. Popsuła plany na cały dzień, czuła się, jakby była u siebie i przesiedziała kilka dobrych godzin. Przez nią czułam się jakbym była na kacu po tygodniowej balandze, wzięłam leki, a ona przykleiła się do krzesełka i tak mnie polubiła, że nie chciała odejść. To migrena.
Nigdy nie miałam migreny, ale szybko ją zdiagnozowałam. Okropny ból głowy przy poruszaniu, światłowstręt i wymioty. A w międzyczasie za niskie ciśnienie. Przeleżałam dwie trzecie dnia. Odpoczywałam męcząc się coraz bardziej. Nie mogłam nic jeść, oczy zamykały się same, a potem same się otwierały. To było rano, teraz jest podobnie. Teraz, o jedenastej w nocy. Ibuprom podany przez pielęgniarkę zawiódł. Buziak mamy nie pomógł, a w dzieciństwie to był lek na każdy ból.
Nieproszeni goście wychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. Wychodzą bez pożegnania, kiedy chcą. O każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że ten gość, a raczej gościówa, wyjdzie najszybciej jak się da.
Spokojnej nocy :)
Nigdy nie miałam migreny, ale szybko ją zdiagnozowałam. Okropny ból głowy przy poruszaniu, światłowstręt i wymioty. A w międzyczasie za niskie ciśnienie. Przeleżałam dwie trzecie dnia. Odpoczywałam męcząc się coraz bardziej. Nie mogłam nic jeść, oczy zamykały się same, a potem same się otwierały. To było rano, teraz jest podobnie. Teraz, o jedenastej w nocy. Ibuprom podany przez pielęgniarkę zawiódł. Buziak mamy nie pomógł, a w dzieciństwie to był lek na każdy ból.
Nieproszeni goście wychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. Wychodzą bez pożegnania, kiedy chcą. O każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że ten gość, a raczej gościówa, wyjdzie najszybciej jak się da.
Spokojnej nocy :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)















