Strony

wtorek, 4 czerwca 2013

Warszawa!

Pierwszy wakacyjny wyjazd uważam za jak najbardziej udany! To jednak prawda, że spontaniczne, nieplanowane wypady są najfajniejsze! W piątek odwiozłam siostrę na dworzec, a w sobotę to ona wyjechała po mnie. A w przeddzień śmiałam się, że pewnie ja będę u niej szybciej, niż ona znowu w domu. I wykrakałam piękne dwa dni! :)
Planów było co niemiara! W pierwszej kolejności miałyśmy zwiedzić Zamek Królewski, potem iść do kina, pojeździć rowerami po starówce...iść na zakupy. Na zakupy poszłyśmy, rzecz jasna! Kino było, ale domowe - Hua Mulan zamiast Drugiego oblicza. Ale przynajmniej można było obejrzeć w spokoju i zrobić pauzę w każdym momencie. Zamiast Zamku Królewskiego, zwiedziłam domek znajomego w podwarszawskim Mysiadle. Metro, autobus i nogi zastąpiły rowery, które wyszłyby nam na zdrowie, szczególnie po poniedziałkowym grillowaniu. 
A dziś zarejestrowałam się w internetowej rekrutacji uniwersytetu warmińsko-mazurskiego. Jeśli przyjdzie mi tu zostać będę specem od oligofrenopedagogiki! (w końcu nauczyłam się tej nazwy na pamięć!). Dziś wróciłam z Warszawy. Dziś zmieniłam wygląd bloggera, który jest chyba bardziej "żywy" niż ten, który był wcześniej.
Trzymajcie się ciepło, w te różnopogodowe dni. (tak wiem, że nie istnieje takie słowo jak "różnopogodowe", ale zawsze można przymknąć na to oko) :)


czwartek, 30 maja 2013

Marcie z okazji urodzin!:)

Ah ten maj! Ma w sobie to coś! Każda notka dedykowana komuś, przyjemnie, nawet bardzo!:)


Ma na imię Marta i kończy dziś siedemnaście lat. To właśnie jej dedykowany jest ten post, ale nie jest to prezent urodzinowy - nie idźmy na łatwiznę. Wczoraj przeglądałam pudło z rzeczami wartościowymi i znalazłam od niej kartkę, w której dziękowała mi za obecność i mówiła, że jestem darem. Dzisiaj to ja jej dziękuję, za to, że jest. Za to, że mogę być razem z nią w tym dniu kiedy się starzeje! :)


poniedziałek, 27 maja 2013

Dobrze mi z Tobą!

Zanim zaczęłam przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, zastanawiałam się jak to możliwe, że każdy chrześcijanin po tym sakramencie może jeść Jezusa. Myślałam sobie, że to musi być potężny gość, skoro wszyscy mogą Go zjeść. Ale idąc inną drogą: jak człowiek może dać się tak po prostu jeść? Po co mamy pić jego krew? Jak można w ogóle pić krew? To niedorzeczne. Pić to można sok, ewentualnie herbatę. Tak, właśnie takie odczucia mi towarzyszyły. Dodatkowo interesował mnie smak tego ciała. Taka dziecięca burza mózgów. Z czasem wszystko stało się jasne. Ciało i Krew Pana Jezusa. Pamiętam jak Go przyjmowałam pierwszy raz - to był rok 2003. Dokładnie dziesięć lat temu. Jak ten czas szybko leci! Pamiętam moją piękną albę ze złotym wykończeniem. Zamiast białego wianka na głowie, miałam zielony wianuszek - z żywych, białych kwiatów. Przetrwał on cały biały tydzień! Pamiętam emocje, które mi towarzyszyły i psalm, który śpiewałam : "W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy". Pamiętam łzy szczęścia babci D.
Wydaje się, że dziesięć lat, to wcale nie tak dawno temu. Ale Komunie wtedy wyglądały zupełnie inaczej. Nie liczyła się liczba gości. Nikt nie pytał dziecka co woli dostać: tablet czy i phone? A może xbox'a, bo przecież każdy ma to i ty musisz. Łańcuszek jako prezent? Proszę cię! Litości... Ale ja pamiętam - od rodziców dostałam rower! Mój pierwszy, tylko na wyłączność, szary rower! Oczywiście - rower na dwóch kółkach! Ale to był czas, kiedy nie przywiązywało się wagi do tego, co się dostanie. Najważniejsze było przyjęcie Pana Jezusa. 
I tak trwamy razem dziesięć lat i tak dobrze nam! :) Doświadczam Go codziennie, z dnia na dzień coraz bardziej. 

" O jak dobrze mi, jak dobrze" :)


niedziela, 26 maja 2013

Wyjątkowa, najlepsza - mama

Znana jako siostra wielodzietnej rodziny. Nie lubi owijać w bawełnę, skromność do niej nie pasuje. Pewnie stąpa po ziemi i ma najfajniejsze córki na świecie. Gotuje lepiej niż Gesslerowa, jest lepszą Perfekcyjną Panią Domu niż Rozenkowa. Mogłaby zmierzyć się z niejednym architektem. Akademia Sztuk Pięknych byłaby nią zachwycona. Nie dorasta do pięt Kubicy, ale od tego są mężczyźni. Ma duszę podróżniczki. Lubi opowiadać o tym, jak kiedyś wyglądało nasze miasteczko. Najpiękniejszą rzeczą jest uśmiech na jej twarzy. Nauczyła mnie wiązać buty i zakładać ubrania. Była moją instruktorką w nauce chodzenia. Uczy, jak być dobrym człowiekiem. Jest moją przyjaciółką, w której mam niesamowite wsparcie. Mama, mateczka, mamusia - nigdy "stara".



wtorek, 7 maja 2013

Dojrzałość, czyli keep calm and zdaj maturę!

Kiedy zaczyna się prawdziwa dojrzałość? Teraz mogę powiedzieć, że w momencie odebrania świadectwa dojrzałości, a ono już niebawem, dwudziestego ósmego czerwca.

No więc, trzymać kciuki, modlić się i wszystko, co możliwe! A ja uciekam do powtórki z matematyki!



środa, 1 maja 2013

Kwiecień i MAJ, znów mamy wiosnę!

Uwielbiam miesiąc maj! Wtedy dookoła wszystko tak pięknie kwitnie i trawa nabiera pełnego, zielonego koloru. Lubię te zapachy grillowanych potraw, które unoszą się w powietrzu i zahaczają o nosy sąsiadów.
6 dni. Dokładnie tyle dzieli mnie od mojego pierwszego egzaminu dojrzałości, który zadecyduje, czy będę surdopedagogiem, czy też wyląduje na bruku.


piątek, 26 kwietnia 2013

Przemyślenia zbyt długie na facebook'owy status.

Chyba powinnam zatytułować ten post jednym wyrazem - wakacje. Ale jakoś nie ma we mnie z tego powodu szczególnej radości.
2.5 lata - tyle wystarczyło, żeby narodziły się nowe przyjaźnie. Nie chcę, żeby zakończyły się jak te z gimnazjum, gdzie każdy obiecywał sobie przyjaźń do grobowej deski, a wyszło jak wyszło. Teraz jesteśmy dorośli i może słowa znaczą trochę więcej. No ale, nie ma co się rozczulać - widzimy się jeszcze na maturach, a potem może spotkamy się na schodach jakieś uczelni? :)
Dziś postawiłam ostatni krok w sali dwieście jeden. Dziś ostatni raz siadłam w ławce z Dominiką i narzekałam z dziewczynami na długość uroczystości pożegnania maturzystów - prawie trzy godziny!
Czego nauczyło mnie liceum? Odpowiedzialności i pokonywania słabości. Sama radziłam sobie z problemami, które czasem sama stwarzałam.

Jak będę wspominać nasze elitarne czwarte l.o? Jak już dziś powiedziała Agnieszka: Każdy z nas pozostawi w tej szkole cząstkę siebie. Tu przeżywaliśmy nasze sukcesy i gorycz porażek. Tu zawiązały się przyjaźnie, które teraz będą musiały przejść próbę rozłąki. Chwile spędzone w szkole będą najmilszym wspomnieniem. Jesteśmy cegiełkami w murach IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie.
A dla absolwentów gimnazjum, razem z Emilią powtarzamy : jak się uczyć to tylko tu, w czwórce!

Tak mi trochę smutno, że jestem już absolwentką szkoły średniej! Jak ten czas szybko leci!

3C humanistyczno-językowy - glad i met you! 



środa, 24 kwietnia 2013

Wyprowadzka.

No i stało się - wyprowadziłam się. Nie do końca, ale w szafie wiszą tylko dwie kurtki, a poza naczyniami i jednym kartonem nie stoi nic. Zostało mi tylko zrobić obiegówkę, wymeldować się i posprzątać w czterech kątach.

Ponad dwa lata minęły jak jeden dzień. Pamiętam pierwszy dzień, kiedy siedziałam cicho, a nocami tęskniłam za swoim ciepłym łóżkiem i znajomymi z gimnazjum, a potem chciałam się wyprowadzić. Niedziela była najgorsza, bo oznaczała powrót do bursy, w której nie zawsze było miłe towarzystwo. Pamiętam ogrom moich współlokatorek - trochę ich się przewinęło przez te lata. Rozmowy nocą z Sylwią, żarty Laury, seans "Przepisu na życie" z Kasią i wieczorne imprezy z Anitą.
Chyba mi będzie tego brakowało. Zawsze chciałam uciec od monotonii, która mi tam towarzyszyła. A teraz, kiedy spakowałam walizki, stwierdziłam, że będzie mi jej brakować. Ale tak to już jest.
Życie w bursie ma jakiś swój urok, to na pewno. I nie jest to szkoła wytrwania - a kiedyś już to słyszałam! :)


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Glad you came, spring! ;)

Doczekałam się! Śnieg stopniał i mam nadzieję, że na dobre! Słoneczko świeci, żadnej chmurki na niebie i przyjemny wiaterek! To jest to, tak to wiosna!






sobota, 6 kwietnia 2013

Spring! - where'd you go? i miss you so...

Na wiosnę chyba jeszcze trochę poczekam, chociaż prognozy pogody zapowiadają się ciekawie. Niestety, tyle razy się już zawiodłam, że wolę nie ufać pogodynkom. Kurcze, jak ja chcę już tej wiosny. Wyjść na spacer bez kozaków, bez szalików i zimowych płaszczów. Pobiegać, pojeździć na rowerze i porobić zdjęcia. W domu czuć wiosnę, ale kiedy wyjrzę za okno to wszystkiego mi się odechciewa. Ale mam nadzieję, że ten śnieg zaraz zginie, bo nie chcę zdawać matury w takie ponure dni!
Wszystko się jakoś układa. Życie zaskakuje mnie bardziej niż pogoda. :) Może tak ma być? Może tak ma to wszystko wyglądać i nie należy niczego zmieniać? Nie szukam odpowiedzi na pytania, która siedzą w mojej głowie. Nie gdybam, bo to nie ma sensu.

A ogólnie, to jest dobrze. Święta minęły bardzo szybko. Teraz intensywna nauka, koniec roku i wspomniana już wcześniej matura. Tak, można się za mnie pomodlić! :)






sobota, 30 marca 2013

Męka, śmierć, zmartwychwstanie...

Jak bardzo człowiek może doświadczyć pustyni? Jak bardzo człowiek może zmienić się w ciągu czterdziestu dni? Jak bardzo człowiek musi być zagubiony, skoro zapomina o Tym, który go stworzył? Jak bardzo Ten, który go stworzył, musi go kochać, skoro zmarł na krzyżu dla jego zbawienia?

Pustynia, kuszenie i samotność przez czterdzieści dni, aby teraz świętować Jego zmartwychwstanie.


środa, 27 marca 2013

Nieproszony gość.

Przyszła niespodziewanie. Zapukała z samego rana - nie dała się wyspać, nie miała w sobie ani cienia litości. Popsuła plany na cały dzień, czuła się, jakby była u siebie i przesiedziała kilka dobrych godzin. Przez nią czułam się jakbym była na kacu po tygodniowej balandze, wzięłam leki, a ona przykleiła się do krzesełka i tak mnie polubiła, że nie chciała odejść. To migrena.

Nigdy nie miałam migreny, ale szybko ją zdiagnozowałam. Okropny ból głowy przy poruszaniu, światłowstręt i wymioty. A w międzyczasie za niskie ciśnienie. Przeleżałam dwie trzecie dnia. Odpoczywałam męcząc się coraz bardziej. Nie mogłam nic jeść, oczy zamykały się same, a potem same się otwierały. To było rano, teraz jest podobnie. Teraz, o jedenastej w nocy. Ibuprom podany przez pielęgniarkę zawiódł. Buziak mamy nie pomógł, a w dzieciństwie to był lek na każdy ból.

Nieproszeni goście wychodzą w najmniej oczekiwanym momencie. Wychodzą bez pożegnania, kiedy chcą. O każdej porze dnia i nocy. Mam nadzieję, że ten gość, a raczej gościówa, wyjdzie najszybciej jak się da.

Spokojnej nocy :)


czwartek, 21 marca 2013

Pierwszy dzień wiosny!

Kiedyś, świętowałam pierwszy dzień wiosny topiąc marzannę i śpiewając piosenkę Topimy marzannę raz, dwa trzy! Potem były występy, konkursy i piosenka Wiosna, gdzie oryginał nagrali Skaldowie. Kiedyś połowa klasy zrobiła sobie wagary, a druga połowa zmiękła i wróciła na lekcje. Wtedy poszliśmy w głąb lasu, zostawiliśmy wstążeczkę z napisem 5D i szliśmy dalej, ale gdy zobaczyliśmy jakieś robactwo, uciekliśmy i wróciliśmy na lekcje, bo wychowawczyni zadzwoniła do rodziców i mieliśmy "przechlapane".
Dzisiaj po raz ostatni w szkole świętowałam pierwszy dzień wiosny, który nijak ma się do pogody, którą widać za oknem. Chlapa i lód, korki na mieście i egzamin siostry. Pokaz talentów IV LO - nie brałam udziału, bo wymiękłam.
Poranny zły humor, popsuty przez wychowawcę, który wtyka nos w cudze sprawy, poprawiło popołudniowe spotkanie na kawie, a potem urodzinowy wypad do Bubble Place - na herbatkę bąbelkową. Szczerze? Liczyłam na coś lepszego, czterech liter nie urywa, może to dobrze, bo kto chciałby z urwaną chodzić? ;P
Serce? Syberia, bo na pustynię za zimno. Tak pusto, tak wieje chłodem i przymarza co nieco! Chyba na razie nie ma ochoty, żeby rozpalić w nim małe ognisko. (human mnie przeraża, ten opis uczuć....)
I większa pustka, bo nijak odczuwam Jego obecność. Cholera, czasem mnie tak dopada, uczucie czarnej dziury, z której nie potrafię wyjść. Ale może to tak powinno być? Może to mój sposób przeżywania Wielkiego Postu? Może niedługo ziemia pęknie i znowu będzie tak pięknie?

Kasia - wszystkiego najlepszego! ;)


niedziela, 10 marca 2013

Sunday morning - chocolate mousse!

Niedziela! Dla młodzieży to średni dzień jeśli chodzi o radość - jutro szkoła, tak więc trzeba otworzyć podręczniki i zeszyty i zakuwać na jutrzejsze zajęcia. Ja, po powrocie z Kościoła, zamiast wziąć się za naukę, wzięłam się za gotowanie. I tak w mgnieniu oka upiekłam pysznego, soczystego kurczaczka, a na deser chocolate mousse - pierwszy raz, ale wyszło idealnie. Konsumpcja zakończyła się sukcesem - ale to nie powód by mówić o sobie : jestę kucharzę. (jak to beznadziejnie brzmi....)
Ogólnie dziś mam ochotę tylko na gotowanie - mogłabym stać przy garach cały dzień - a to raczej nowość, bo rzadkością jest widok Ani buszującej po kuchni. No, buszującej w poszukiwaniu jedzenia, to widok codzienny (o ile jestem w domu), ale buszującej w poszukiwaniu składników, żeby coś upichcić - to inna sprawa. Tak więc dzisiejszą niedzielę, uważam za pysznie idealną.

Co innego po jedzeniu....
Nigdy nie umiałam być asertywna. I każdy to wykorzystywał na swój sposób. Czasem zaczynam żałować umiejętności śpiewu przy akompaniamencie gitary. Czasem zaczynam walić się po głowie, że włączyłam się w Ruch. Ok, to fajna sprawa, ale z umiarem. Jedne rekolekcje już za mną. Jutro zaczynam rekolekcje w Odkupicielu, bo to parafia mojej szkoły. I nie mam sił i czasu na kolejne. MAM MATURĘ, czy kogoś to obchodzi? MAM OBOWIĄZKI DOMOWE, czy ktoś o tym pomyślał? To, że kiedyś było łatwo mnie wciągnąć w rekolekcje, nie znaczy, że teraz jest tak samo. Chcę skupić się na szkole i na egzaminach, bo to one zapewnią mi przyszłość, a nie kolejne rekolekcje, na które jeszcze nie ma dojazdu, które są w miejscu, w którym nigdy nie byłam, z młodzieżą, której nie znam i z kadrą, którą ledwo znam. Przykro mi, że nie mogą zrozumieć... inni nie muszą jechać, ale ja? koniecznie..... Smutno mi.



środa, 6 marca 2013

Wiosna, ach to ty? ;)

Uwielbiam taką pogodę, kiedy o siódmej rano budzą mnie promienie słońca. Wtedy już od samego rana jestem pełna sił i zapału na cały dzień (co zimą i jesienią jest niemożliwe - jestem wtedy wielkim śpiochem)!
Dodatkowo dopisuje mi niezły humor, którego nikt nie jest w stanie mi zepsuć! Uśmiech od ucha do ucha nie znika z mojej twarzy ani na sekundę - i tak będę trzymać!:) Jak to powiedział ksiądz Krzysiek - w takie piękne słoneczne dni powinniśmy mieć uśmiech promienny - mówisz, masz! :)

W marcu jak w garncu..
Pisząc tego posta napotkałam się na portalu pogodowym na niezbyt (jak dla mnie) przyjemną wiadomość.
"W środę w najcieplejszym momencie dnia termometry pokażą nawet 14 st.C." - akurat ta wiadomość bardzo mnie pociesza - skończę post i lecę na dwór, trzeba korzystać bo... "Niestety będzie to ostatni powiew wiosny, przynajmniej na razie. W czwartek pogoda zacznie się zmieniać, na gorsze. Z dnia nadzień zrobi się coraz chłodniej. W niedzielę będzie już tylko 1 stopień powyżej zera. Oprócz ochłodzenia do Polski wrócą jeszcze opady. W piątek padać będzie śnieg, w sobotę śnieg z deszczem, a pod koniec weekendu w wielu miejscach dosypie śniegu. Poprószyć może dość obficie. Synoptycy przewidują, że w połowie przyszłego tygodnia miejscami pokrywa śnieżna będzie miała aż 10 cm." 

I po takiej prognozie pogody mam zamiar jak najlepiej wykorzystać to ciepło i odciąć się od internetu (tak wiem, pewnie niemożliwe, ale skoro ma być ciepło tylko przez jeden dzień to akurat to postanowienie jest bardzo realne) ;)



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka