z pragnienia słuchania Williama:
sobota, 17 sierpnia 2013
Ambiwalencja.
Ciężko mi zabrać się za napisanie czegokolwiek, a czuję że dobrze mi to zrobi. Paweł miał rację mówiąc, że to chyba mój pamiętnik. Pamiętnik, do którego może zajrzeć każdy człowiek. Nie wiem, kto to czyta a kto tylko przegląda. Ale ten, kto czyta mógł już zauważyć, że lubię sobie komplikować życie. Czasem się tak zastanawiam, co jest ze mną nie tak, że nie mogę żyć sobie spokojnie, jak Pan Bóg przykazał? Dopadła mnie jakaś ambiwalencja. Mam wrażenie, że znalazłam kogoś, kto sprawia że dzień jest piękniejszy. Kogoś, kto maluje mi na twarzy uśmiech. Ale, żeby nie było tak kolorowo, ta sama persona, która artystycznie łączy swoją rękę z moją a po chwili wbija nóż w plecy sprawia, że chłodne wieczory spędzam w towarzystwie poduszki, która chłonie moje łzy. Ewidentnie dotknęła mnie ambiwalencja, z którą nie umiem sobie poradzić. Ale mam ludzi, którzy są ze mną na dobre i na złe, na których mogę liczyć.
z pragnienia słuchania Williama:
z pragnienia słuchania Williama:
środa, 7 sierpnia 2013
W szybkim skrócie ze zdjęciami i pioseneczką!
Dzieje się wiele ale niewiele takich rzeczy, które warto napisać na blogu. Ogólnie wszystko nabiera szybkiego tempa i przewraca o sto osiemdziesiąt stopni. Jest dziwnie. Rzeczy, które były dla mnie ważne dziś tracą na wartości. Rzeczy, które mnie podbudowywały i czyniły ze mnie lepszego człowieka. Wszyscy mi mówią, jaka to jestem zakochana. I nie wiem, czy ludzie potrzebują okularów, czy to mnie uczucia oszukują. W tej kwestii jestem troszeczkę zagubiona. W sobotę w przypływie emocji oddałam cztery ml krwi, aby warszawski zespół mógł ocenić, czy mogę być potencjalnym dawcą szpiku czy nie. Tydzień temu byłam na kajakach i jestem z siebie zadowolona - co prawda nadal nie umiem wiosłować (to był mój pierwszy raz) i czułam się raczej jak w gondoli (Czarek wiosłował beze mnie i świetnie dał sobie radę) ale pokonałam swój strach przed głęboką wodą (który towarzyszy mi od dłuższego czasu). Jest lepiej. Przyjechał Don Eugenio i przywiózł kilka kilogramów żelków, cukierków i mozartów (to takie pyszne austriackie czekoladki)! Zrobił chłopakom przesłuchanie i zaprosił nas do siebie. W ogródku remonty i remonty i nie mam czasu na lenistwo, dlatego też dziś piszę szybko i skrótowo, więc liczę na zrozumienie, że ten post to takie bezsensowne pisanie zmęczonej osoby! :) A tak poza tym wszystko jest ok.
William Fitzsimmons - polecam z całego serducha na spokojne, samotne wieczory:)
![]() |
| deklaruję, że... |
![]() |
| hello kaczuchy! |
![]() |
| a pogoda była taka... |
William Fitzsimmons - polecam z całego serducha na spokojne, samotne wieczory:)
piątek, 2 sierpnia 2013
Z wdzięcznością i tęsknotą.
Dałeś mi wspaniałych ludzi, którzy teraz są moimi przyjaciółmi. Dałeś mi osoby, na które mogę zawsze liczyć. Dałeś mi nowe życie, które pielęgnuję tak, jak ogrodnik pielęgnuje ogród. Prostujesz moje ścieżki i usuwasz przeszkody, żebym nie była zagubioną owieczką. Zaufałeś mi i powierzyłeś prace, z których czerpię radość i korzyści. Nauczyłeś otwartości i zrozumienia. Przybliżasz mi tajemnice, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Postawiłeś na mojej drodze mój drugi dom, w którym mieszkam kilka razy w roku. To był Twój pomysł, żeby rodzice i księża trzy lata temu zaciągnęli mnie tam, gdzie obecnie się znajduje. Otworzyłeś mi drzwi do Ruchu Światło-Życie, a ja niepewnie postawiłam stopę. Popchnąłeś mnie,bo wiedziałeś, że to będzie dla mnie dobre. I dzięki Tobie trwam. Trwam razem z Tobą i ludźmi, których kocham, za których jestem Ci wdzięczna. Więc proszę, nie zabieraj mi tego, nie pozwól, żeby to wszystko się rozpadło. Proszę.
2.08.2007 - 2.08.2013 a ja nadal tęsknię i oddałabym wszystko za jedno spotkanie, za jeden spacer, rozmowę czy uśmiech. chciałabym cię tak porządnie przytulić i opowiedzieć ci trochę o tym, co się u mnie dzieje. minęło dwa tysiące sto dziewięćdziesiąt dwa dni czyli równo sześć lat i ponownie śmiem cię braciszku prosić, abyś był moim aniołem stróżem.
Dziękuję za dzisiejszy dzień. Za żółwie i fasolki z Martą, za niespodziankę od ks. Sławka i afrykański prezent od Agaty!:)
Odbudowuje na nowo zaniedbane relacje.
Dziękuję za dzisiejszy dzień. Za żółwie i fasolki z Martą, za niespodziankę od ks. Sławka i afrykański prezent od Agaty!:)
Odbudowuje na nowo zaniedbane relacje.
sobota, 27 lipca 2013
26.07.2013 - Name-day
Nie dowiesz się o nich na facebook'u i nie dostaniesz powiadomienia na poczcie. Może właśnie dlatego w mojej rodzinie większą wagę przywiązuje się do imienin niż urodzin. 26 lipca w tym roku był jednym z najlepszych dni w moim życiu! Rano świętowałam w Warszawie - deser lodowy na dzień dobry a na drugie śniadanie zaserwowałam sobie sukieneczkę, trampki i koszulkę. Obiad? Oszukany McDrive w Ciechanowie z chłopakami w trakcie powrotu w rodzinne strony. W Szczytnie zrobiliśmy sobie chwilę przerwy i wstąpiliśmy do Kościoła na mszę świętą. A na kolacje zamówiłam wieczór z rodziną i znajomymi. I tak minął mi dwudziesty szósty lipca, jeden z najpiękniejszych dni w roku.
W tym miejscu, na tej stronie, publicznie w internecie chciałabym podziękować siedemnastce niesamowitych osób, które o mnie pamiętały: Ninie, Ks. Wojtkowi, Mamie, Tacie, Pawłowi, Kamilowi, Babci Marysi i babci Mariannie, p. Ani, Cioci, Izabeli, Anitce, Ks. Sławkowi, Joli, Emilii, Kacprowi i ks. Adrianowi. Dziękuję Wam za modlitwę w mojej intencji i za wszystko inne, co dla mnie robicie :)
poniedziałek, 22 lipca 2013
Preferisco il Paradiso!
Z pamiętnika animatora ośmiodniowych rekolekcji dla dzieci:
13-21.07.2013 Nowe Kawkowo
Nie jest łatwo kiedy czterdziestka dzieci robi co chce i nie słucha się starszyzny. Nie jest przyjemnie, kiedy na cisze oczekuje się dwadzieścia minut, bo jedne dziecko coś zrobiło i reszta jak te papużki, powtarzają wszystko czyn w czyn. Powala na kolana, kiedy jeden animator śpiewa głośniej od wszystkich uczestników. I nie jest dobrze, kiedy z rekolekcji wraca się podziębionym z okropną chrypą i problemem z przełykaniem czegokolwiek. Ale mimo wszystko...
Za wspólne zabawy na dworze w zbijaka i siatkówkę,
Za radosne pląsy, jazdę konno i ognisko,
Za rozmowy z osobami, których wcześniej nie znałam,
Za pomyłki księdza moderatora, który mówił do mnie "Marta",
Za długie odprawy, na których zasypialiśmy,
Za przybliżenie życia Filipa Neri,
Za wieczorne, szczere rozmowy,
Za to, że pojechałam ewangelizować dzieci, a w rzeczywistości to one ewangelizowały mnie
Za wspólnie obejrzany film, który ciągle nas bawi, choć oglądaliśmy go tysiąc razy
Za terapeutyczną zabawę w Szałstrach
Za wycieczkę do Gietrzwałdu, Olsztynka i Olsztyna,
Za sobotnie łzy, spowodowane wzruszeniem i tęsknotą,
Za każdego uczestnika rekolekcji, animatora, moderatora i kucharki,
Za każdy uśmiech, w którym byłeś widoczny Ty
Dziękuję Ci Panie.
Początki nigdy nie są łatwe. Zawsze będziemy narzekać, bo coś pójdzie nie po naszej myśli. Zawsze będziemy tęsknić do domu. Ale kiedy nadchodzi czas zakończenia rekolekcji, pojawia się płacz i świadomość tęsknoty, świadomość, że nie spotkamy się już w tym samym gronie. Ale trzeba się uśmiechnąć i pamiętać, że: "nadszedł czas ostatni raz spotkać się w Kawkowie, w Kawkowie, aeaeao wrócimy tu za rok! my wszyscy, my wszyscy a może jeszcze ktoś!" (piosenka na melodię siejeje :D)
Pozwolę sobie wstawić kilka filmików, które umilały nam każdy dzień:
filmiki mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było, więc stwierdziłam, że można troszkę powyjaśniać także zabieram się do roboty!
13-21.07.2013 Nowe Kawkowo
Nie jest łatwo kiedy czterdziestka dzieci robi co chce i nie słucha się starszyzny. Nie jest przyjemnie, kiedy na cisze oczekuje się dwadzieścia minut, bo jedne dziecko coś zrobiło i reszta jak te papużki, powtarzają wszystko czyn w czyn. Powala na kolana, kiedy jeden animator śpiewa głośniej od wszystkich uczestników. I nie jest dobrze, kiedy z rekolekcji wraca się podziębionym z okropną chrypą i problemem z przełykaniem czegokolwiek. Ale mimo wszystko...
Za wspólne zabawy na dworze w zbijaka i siatkówkę,
Za radosne pląsy, jazdę konno i ognisko,
Za rozmowy z osobami, których wcześniej nie znałam,
Za pomyłki księdza moderatora, który mówił do mnie "Marta",
Za długie odprawy, na których zasypialiśmy,
Za przybliżenie życia Filipa Neri,
Za wieczorne, szczere rozmowy,
Za to, że pojechałam ewangelizować dzieci, a w rzeczywistości to one ewangelizowały mnie
Za wspólnie obejrzany film, który ciągle nas bawi, choć oglądaliśmy go tysiąc razy
Za terapeutyczną zabawę w Szałstrach
Za wycieczkę do Gietrzwałdu, Olsztynka i Olsztyna,
Za sobotnie łzy, spowodowane wzruszeniem i tęsknotą,
Za każdego uczestnika rekolekcji, animatora, moderatora i kucharki,
Za każdy uśmiech, w którym byłeś widoczny Ty
Dziękuję Ci Panie.
Początki nigdy nie są łatwe. Zawsze będziemy narzekać, bo coś pójdzie nie po naszej myśli. Zawsze będziemy tęsknić do domu. Ale kiedy nadchodzi czas zakończenia rekolekcji, pojawia się płacz i świadomość tęsknoty, świadomość, że nie spotkamy się już w tym samym gronie. Ale trzeba się uśmiechnąć i pamiętać, że: "nadszedł czas ostatni raz spotkać się w Kawkowie, w Kawkowie, aeaeao wrócimy tu za rok! my wszyscy, my wszyscy a może jeszcze ktoś!" (piosenka na melodię siejeje :D)
Pozwolę sobie wstawić kilka filmików, które umilały nam każdy dzień:
filmiki mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było, więc stwierdziłam, że można troszkę powyjaśniać także zabieram się do roboty!
1. Jak już wcześniej wspomniałam, oglądaliśmy film o Filipie Neri. Co nam zostało w pamięci? Oczywiście piosenka, którą w filmie dzieci zaśpiewały przed papieżem: PARADISO! :)
2. A skoro mowa o niebie....
przepraszam za jakoś filmików - w telefonie i na dysku to wyglądało całkiem inaczej!:)
wtorek, 9 lipca 2013
Mrs. Student
Chciałam podziękować moim znajomym za wsparcie i modlitwę w mojej intencji. Dziś wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Dostałam się! Zarówno na pedagogikę specjalną jak i na filologię rosyjską. Co wybieram? Bez dwóch zdań - pedagogikę. Przede mną trzy lata na Uniwersytecie, który znajduje się na pięknej Warmii. Na magisterkę zawitam w Warszawie. Takie mam plany. A dziś jestem najszczęśliwszą osobą w moim miasteczku! Dzień spędzam w miłym gronie na świeżym powietrzu z piękną pogodą (trzeba korzystać, bo moja siostra właśnie wyczytała, że według pogody pogoda ulegnie zmianie). Teraz czuję, że mam wakacje! ;)
A moim rodzicom z okazji dwudziestopięciolecia zawarcia sakramentu małżeństwa życzę kolejnych dwudziestu pięciu lat i uśmiechu każdego dnia! :)
piątek, 28 czerwca 2013
Potrójne radości.
Radość pierwsza:
5 322 km od Bisztynka znajduje się Sokodé, jedno z największych miast w Togo. Dla nas, ludzi "białych" Afryka kojarzy się z zacofaniem, głodem i biedotą. Czy afrykańskie dziecko wie, jak wygląda tablet? Czy co drugi togijczyk posiada iphona? I co z internetem?Pierwszy raz zadzwoniła do mnie Afryka. Facebook podobny to Skype to jednak fajna sprawa. Odbieram i patrzę na okienko w którym widzę ciocię, która od 19 lat zamieszkuje czarny kontynent. Na kamerkę spogląda jeszcze (jak to mówią misjonarze) jedna czekoladka. Nie wiele słyszę, bo łącze takie sobie. Ciocia tłumaczy, że mają internet na kredyt i pewnie zaraz wszystko padnie. I tak było. Wiem tylko, że u niej wszystko w porządku. Togijczyk nic nie mówi - ja nie znam francuskiego, on nie zna polskiego. Jedyna nasza konwersacja to szczery uśmiech, który dał mi więcej radości niż tabliczka czekolady. Afryko, dziękuję.
Radość druga:
Nazwano to "ogólnopolską katastrofą" i tak trochę było. Ponad tysiąc osób w warmińsko-mazurskim przystąpi do egzaminów poprawkowych w sierpniu. Ponad pół tysiąca tegorocznych maturzystów nie dostało dziś świadectwa dojrzałości i w tym roku nie dostanie. Moja druga radość brzmi: zdałam maturę i żadnych poprawek dla mnie nie przewidziano. Mam szansę stać się studentką oligofrenopedagogiki.
Radość trzecia:
środa, 12 czerwca 2013
Trzydzieści lat.
12.06.1983 przyszedł na świat i wygrał z tamtejszą medycyną, powalając wszystkich na nogi i udowadniając, że Jezus miał rację mówiąc, że nie znasz dnia ani godziny. A dziś mija równo trzydzieści lat. To dużo czasu. Mogłabym być już ciocią Twoich szkrabów, albo druhną na Twoim ślubie. W dniu Twoich urodzin, które spędzasz w najlepszym gronie, chciałabym Cię prosić, żebyś był moim Aniołem Stróżem.
Kocham Cię.
a wieczór upływa w melodii Bednarka.
Kocham Cię.
a wieczór upływa w melodii Bednarka.
wtorek, 4 czerwca 2013
Warszawa!
Pierwszy wakacyjny wyjazd uważam za jak najbardziej udany! To jednak prawda, że spontaniczne, nieplanowane wypady są najfajniejsze! W piątek odwiozłam siostrę na dworzec, a w sobotę to ona wyjechała po mnie. A w przeddzień śmiałam się, że pewnie ja będę u niej szybciej, niż ona znowu w domu. I wykrakałam piękne dwa dni! :)
Planów było co niemiara! W pierwszej kolejności miałyśmy zwiedzić Zamek Królewski, potem iść do kina, pojeździć rowerami po starówce...iść na zakupy. Na zakupy poszłyśmy, rzecz jasna! Kino było, ale domowe - Hua Mulan zamiast Drugiego oblicza. Ale przynajmniej można było obejrzeć w spokoju i zrobić pauzę w każdym momencie. Zamiast Zamku Królewskiego, zwiedziłam domek znajomego w podwarszawskim Mysiadle. Metro, autobus i nogi zastąpiły rowery, które wyszłyby nam na zdrowie, szczególnie po poniedziałkowym grillowaniu.
A dziś zarejestrowałam się w internetowej rekrutacji uniwersytetu warmińsko-mazurskiego. Jeśli przyjdzie mi tu zostać będę specem od oligofrenopedagogiki! (w końcu nauczyłam się tej nazwy na pamięć!). Dziś wróciłam z Warszawy. Dziś zmieniłam wygląd bloggera, który jest chyba bardziej "żywy" niż ten, który był wcześniej.
Trzymajcie się ciepło, w te różnopogodowe dni. (tak wiem, że nie istnieje takie słowo jak "różnopogodowe", ale zawsze można przymknąć na to oko) :)
Trzymajcie się ciepło, w te różnopogodowe dni. (tak wiem, że nie istnieje takie słowo jak "różnopogodowe", ale zawsze można przymknąć na to oko) :)
czwartek, 30 maja 2013
Marcie z okazji urodzin!:)
Ah ten maj! Ma w sobie to coś! Każda notka dedykowana komuś, przyjemnie, nawet bardzo!:)
Ma na imię Marta i kończy dziś siedemnaście lat. To właśnie jej dedykowany jest ten post, ale nie jest to prezent urodzinowy - nie idźmy na łatwiznę. Wczoraj przeglądałam pudło z rzeczami wartościowymi i znalazłam od niej kartkę, w której dziękowała mi za obecność i mówiła, że jestem darem. Dzisiaj to ja jej dziękuję, za to, że jest. Za to, że mogę być razem z nią w tym dniu kiedy się starzeje! :)
Ma na imię Marta i kończy dziś siedemnaście lat. To właśnie jej dedykowany jest ten post, ale nie jest to prezent urodzinowy - nie idźmy na łatwiznę. Wczoraj przeglądałam pudło z rzeczami wartościowymi i znalazłam od niej kartkę, w której dziękowała mi za obecność i mówiła, że jestem darem. Dzisiaj to ja jej dziękuję, za to, że jest. Za to, że mogę być razem z nią w tym dniu kiedy się starzeje! :)
poniedziałek, 27 maja 2013
Dobrze mi z Tobą!
Zanim zaczęłam przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, zastanawiałam się jak to możliwe, że każdy chrześcijanin po tym sakramencie może jeść Jezusa. Myślałam sobie, że to musi być potężny gość, skoro wszyscy mogą Go zjeść. Ale idąc inną drogą: jak człowiek może dać się tak po prostu jeść? Po co mamy pić jego krew? Jak można w ogóle pić krew? To niedorzeczne. Pić to można sok, ewentualnie herbatę. Tak, właśnie takie odczucia mi towarzyszyły. Dodatkowo interesował mnie smak tego ciała. Taka dziecięca burza mózgów. Z czasem wszystko stało się jasne. Ciało i Krew Pana Jezusa. Pamiętam jak Go przyjmowałam pierwszy raz - to był rok 2003. Dokładnie dziesięć lat temu. Jak ten czas szybko leci! Pamiętam moją piękną albę ze złotym wykończeniem. Zamiast białego wianka na głowie, miałam zielony wianuszek - z żywych, białych kwiatów. Przetrwał on cały biały tydzień! Pamiętam emocje, które mi towarzyszyły i psalm, który śpiewałam : "W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy". Pamiętam łzy szczęścia babci D.
Wydaje się, że dziesięć lat, to wcale nie tak dawno temu. Ale Komunie wtedy wyglądały zupełnie inaczej. Nie liczyła się liczba gości. Nikt nie pytał dziecka co woli dostać: tablet czy i phone? A może xbox'a, bo przecież każdy ma to i ty musisz. Łańcuszek jako prezent? Proszę cię! Litości... Ale ja pamiętam - od rodziców dostałam rower! Mój pierwszy, tylko na wyłączność, szary rower! Oczywiście - rower na dwóch kółkach! Ale to był czas, kiedy nie przywiązywało się wagi do tego, co się dostanie. Najważniejsze było przyjęcie Pana Jezusa.
I tak trwamy razem dziesięć lat i tak dobrze nam! :) Doświadczam Go codziennie, z dnia na dzień coraz bardziej.
niedziela, 26 maja 2013
Wyjątkowa, najlepsza - mama
Znana jako siostra wielodzietnej rodziny. Nie lubi owijać w bawełnę, skromność do niej nie pasuje. Pewnie stąpa po ziemi i ma najfajniejsze córki na świecie. Gotuje lepiej niż Gesslerowa, jest lepszą Perfekcyjną Panią Domu niż Rozenkowa. Mogłaby zmierzyć się z niejednym architektem. Akademia Sztuk Pięknych byłaby nią zachwycona. Nie dorasta do pięt Kubicy, ale od tego są mężczyźni. Ma duszę podróżniczki. Lubi opowiadać o tym, jak kiedyś wyglądało nasze miasteczko. Najpiękniejszą rzeczą jest uśmiech na jej twarzy. Nauczyła mnie wiązać buty i zakładać ubrania. Była moją instruktorką w nauce chodzenia. Uczy, jak być dobrym człowiekiem. Jest moją przyjaciółką, w której mam niesamowite wsparcie. Mama, mateczka, mamusia - nigdy "stara".
wtorek, 7 maja 2013
Dojrzałość, czyli keep calm and zdaj maturę!
środa, 1 maja 2013
Kwiecień i MAJ, znów mamy wiosnę!
Uwielbiam miesiąc maj! Wtedy dookoła wszystko tak pięknie kwitnie i trawa nabiera pełnego, zielonego koloru. Lubię te zapachy grillowanych potraw, które unoszą się w powietrzu i zahaczają o nosy sąsiadów.
6 dni. Dokładnie tyle dzieli mnie od mojego pierwszego egzaminu dojrzałości, który zadecyduje, czy będę surdopedagogiem, czy też wyląduje na bruku.piątek, 26 kwietnia 2013
Przemyślenia zbyt długie na facebook'owy status.
Chyba powinnam zatytułować ten post jednym wyrazem - wakacje. Ale jakoś nie ma we mnie z tego powodu szczególnej radości.
2.5 lata - tyle wystarczyło, żeby narodziły się nowe przyjaźnie. Nie chcę, żeby zakończyły się jak te z gimnazjum, gdzie każdy obiecywał sobie przyjaźń do grobowej deski, a wyszło jak wyszło. Teraz jesteśmy dorośli i może słowa znaczą trochę więcej. No ale, nie ma co się rozczulać - widzimy się jeszcze na maturach, a potem może spotkamy się na schodach jakieś uczelni? :)
Dziś postawiłam ostatni krok w sali dwieście jeden. Dziś ostatni raz siadłam w ławce z Dominiką i narzekałam z dziewczynami na długość uroczystości pożegnania maturzystów - prawie trzy godziny!
Czego nauczyło mnie liceum? Odpowiedzialności i pokonywania słabości. Sama radziłam sobie z problemami, które czasem sama stwarzałam.
Jak będę wspominać nasze elitarne czwarte l.o? Jak już dziś powiedziała Agnieszka: Każdy z nas pozostawi w tej szkole cząstkę siebie. Tu przeżywaliśmy nasze sukcesy i gorycz porażek. Tu zawiązały się przyjaźnie, które teraz będą musiały przejść próbę rozłąki. Chwile spędzone w szkole będą najmilszym wspomnieniem. Jesteśmy cegiełkami w murach IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie.
A dla absolwentów gimnazjum, razem z Emilią powtarzamy : jak się uczyć to tylko tu, w czwórce!
Tak mi trochę smutno, że jestem już absolwentką szkoły średniej! Jak ten czas szybko leci!
3C humanistyczno-językowy - glad i met you!
2.5 lata - tyle wystarczyło, żeby narodziły się nowe przyjaźnie. Nie chcę, żeby zakończyły się jak te z gimnazjum, gdzie każdy obiecywał sobie przyjaźń do grobowej deski, a wyszło jak wyszło. Teraz jesteśmy dorośli i może słowa znaczą trochę więcej. No ale, nie ma co się rozczulać - widzimy się jeszcze na maturach, a potem może spotkamy się na schodach jakieś uczelni? :)
Czego nauczyło mnie liceum? Odpowiedzialności i pokonywania słabości. Sama radziłam sobie z problemami, które czasem sama stwarzałam.
Jak będę wspominać nasze elitarne czwarte l.o? Jak już dziś powiedziała Agnieszka: Każdy z nas pozostawi w tej szkole cząstkę siebie. Tu przeżywaliśmy nasze sukcesy i gorycz porażek. Tu zawiązały się przyjaźnie, które teraz będą musiały przejść próbę rozłąki. Chwile spędzone w szkole będą najmilszym wspomnieniem. Jesteśmy cegiełkami w murach IV LO im. Marii Skłodowskiej-Curie.
A dla absolwentów gimnazjum, razem z Emilią powtarzamy : jak się uczyć to tylko tu, w czwórce!
Tak mi trochę smutno, że jestem już absolwentką szkoły średniej! Jak ten czas szybko leci!
3C humanistyczno-językowy - glad i met you!
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)














