Mam jedno marzenie, żeby ten 2017 był lepszy.
Bo jak patrzę na to, co się dzieje na świecie, to boli mnie serce i ręce opadają z bezradności. Kiedy pozbierałam się psychicznie po wypadku z sierpnia, to niespodziewanie wydarzyła się kolejna tragedia, która dotknęła mnie i moją rodzinę na tyle, że do dziś żyjemy wydarzeniami z grudnia i szukamy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytanie "dlaczego?". I nie znamy jej do dziś, choć próbujemy sobie (i przy okazji innym) tłumaczyć zaistniałą, tragiczną w skutkach sytuację.
Potem, przed świętami zaczęła się seria 'niefortunnych' wydarzeń, które choć nie dotyczyły mnie osobiście, to skłoniły do refleksji. Atak na jarmark w Berlinie, kolejny wypadek w warmińsko-mazurskim, katastrofa z chórem Aleksandrowa, zamordowany niepełnosprawny nastolatek, zamach w Stambule i dźgnięcie nożem - licznie w licznych miejscach w Polsce.
2017 zaczął się pechowo i na razie nie zapowiada się, żeby był lepszy ale dam mu szansę, bo przecież to dopiero piąty dzień nowego roku. DOPIERO a wydarzyło się już tyle zła, że strach pomyśleć, co jeszcze może się zdarzyć....
czwartek, 5 stycznia 2017
piątek, 30 grudnia 2016
2016 - migawka
TROCHĘ WSPOMNIEŃ
czyli co w głowie zostało...
Styczeń - Luty - Marzec Nowy rok spędzony w doborowym towarzystwie, dobrze zacząć go z NIM ♥ Piąty semestr na uczelni był udany - gdyby takie były wszystkie już dawno mój portfel cieszyłby się stypendialną zawartością :)
Kwiecień - Maj - Czerwiec
Ostatnie miesiące przygotowań - szlifowanie licencjatu i w końcu jest! Mój wyczekiwany licencjat z OLIGOFRENOPEDAGOGIKI ♥Lipiec - Sierpień - Wrzesień
Najlepsze wakacje to te spontaniczne - przeglądałam sobie oferty wizzair i po kilku dniach wylądowałam z Bazylei, choć docelowo były to Niemcy - dwutygodniowy relaks nie zakończył się jednak najlepiej. 21.08.2016 - Bisztynek długo będzie pamiętał tę datę, ja też. Minęły cztery miesiące, emocje już dawno opadły, ale tęsknota jest. I wspomnienia, dobre wspomnienia. Niech Wam będzie dobrze.
Wrzesień - wyjazd do Mazurolandii i Stopek uważam za udany :)
Październik - Listopad - Grudzień
Przełomowy czas, o którym mało kto wie - pannie Annie udało się zrzucić zbędne kilogramy - moi drodzy, chwalę się oficjalnie: -12kg i jestem zupełnie innym człowiekiem ♥ Potem znów się narobiło - początek grudnia okazał się strasznym szokiem... ale miałam cudowne wspracie. A sylwestra znów spędzam w gronie mojego ukochanego - dobrze, że jesteś Zeus ♥
MIGAWKI
czyli co aparat uchwycił
sobota, 19 listopada 2016
MISZ MASZ JESIEŃ
Nie przepadam za jesienią, chociaż jest piękna.
Ale czuję się wyzuta z życia do tego stopnia, że kawa za kawą wcale nie stawia mnie na nogi. Już nabawiłam się pierwszych nieobecności i strach pomyśleć co będzie, kiedy porządnie zasypie nas śniegiem
Moje lenistwo naprawdę ostatnio jest na wysokim poziomie - nawet moja dieta przestaje już mieć dla mnie znaczenie i bez wyrzutów sumienia podjadam słodkości, które przygotowują moje kochane współlokatorki. Coś czuję, że robią to specjalnie, żebym ćwiczyła silną wolę :) Podłe istoty, bo to wcale nie jest łatwe ale... skoro wytrzymałam 10 tygodni to nie mogę tego zaprzepaścić. :)
Uwielbiam to - godzinę zerową i nocne wypociny, które na pierwszy rzut oka są po prostu zrzędzeniem, narzekaniem a tak naprawdę to potrzeba napisania czegokolwiek. A ja już tak mam, że jak muszę to muszę. I koniec. A więcej moich must jest TU
Ale czuję się wyzuta z życia do tego stopnia, że kawa za kawą wcale nie stawia mnie na nogi. Już nabawiłam się pierwszych nieobecności i strach pomyśleć co będzie, kiedy porządnie zasypie nas śniegiem Moje lenistwo naprawdę ostatnio jest na wysokim poziomie - nawet moja dieta przestaje już mieć dla mnie znaczenie i bez wyrzutów sumienia podjadam słodkości, które przygotowują moje kochane współlokatorki. Coś czuję, że robią to specjalnie, żebym ćwiczyła silną wolę :) Podłe istoty, bo to wcale nie jest łatwe ale... skoro wytrzymałam 10 tygodni to nie mogę tego zaprzepaścić. :)
Uwielbiam to - godzinę zerową i nocne wypociny, które na pierwszy rzut oka są po prostu zrzędzeniem, narzekaniem a tak naprawdę to potrzeba napisania czegokolwiek. A ja już tak mam, że jak muszę to muszę. I koniec. A więcej moich must jest TU
czwartek, 27 października 2016
LET IT ALL GO
Boże pomóż nam godzić się z tym czego nie możemy zmienić.
Ciężko jest,
najgorsze są te jesienne wieczory spędzane samotnie, włączasz wtedy pierwszą lepszą listę spotify i jak na złość, ciągle włączają się smęty i z każdą kolejną piosenką w twojej głowie pojawia się coraz więcej wspomnień - tych dobrych ale też tych złych, które dziś wywołują mały uśmiech na twarzy (jak np. dostałaś ciastem w twarz i zezłościłaś się tak, że ukradkiem zaczęłaś płakać)
a potem to zderzenie z rzeczywistością, ta świadomość, że człowiek jednak nie jest nieśmiertelny, że ludzkie życie jest kruche, że wystarczy chwila
i zastanawiasz się, czemu życie jest skonstruowane tak, że czasu nie da się cofnąć a każdy człowiek musi kiedyś przejść do innego, podobno lepszego świata
Musiałam coś z siebie wyrzucić, przepraszam.
PS. Wraz z usunięciem przez google picasy, usunęły mi się zdjęcia. Mam wiele innych rzeczy do zrobienia, więc tamtych zdjęć na blogu nie będzie.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
21.08.2016
"I cóż mogę Wam rzec....do kiedyś!"
A więc to dziś jest to "kiedyś".
Mój B. musi mi dziś wybaczyć, zrozumieć i solidnie przytulić.
Napisałam już ten post. Ale przycisk backspace wszystko skasował i zaczął od początku. I tak kilka razy. Nie, nie chodzi o to, że jestem niezdecydowana. Chodzi o to, że nie potrafię wypowiedzieć słów odpowiednich do sytuacji.
Mam tyle wspomnień w głowie, jedno za drugim. Ten kawkowski daszek, z którego można było obserwować gwiazdy a ta najjaśniejsza świeciła tylko dla mnie. Te piosenki z oazy śpiewane do słuchawki podczas długich rozmów telefonicznych. Ten pierwszy bukiet tulipanów na dzień kobiet i pluszak na siedemnaste urodziny. Wspólne zdjęcia z Budapesztu i potajemne spotkania na stadionie.
Niedzielny poranek był najgorszym porankiem tego roku. Szok i niedowierzanie trwają do teraz. Ciągle mam nadzieję, że to zły sen, który za chwilę się skończy. Że chociaż już dziś z tą osobą nie oglądam gwiazd i nie rozmawiam za wiele, to że jednak gdzieś tam kręci się po okolicy. Ale rzeczywistość jest zupełnie inna.
Dziękuję Ci i do zobaczenia A.
Będzie smutno.
A więc to dziś jest to "kiedyś".
Mój B. musi mi dziś wybaczyć, zrozumieć i solidnie przytulić.
Napisałam już ten post. Ale przycisk backspace wszystko skasował i zaczął od początku. I tak kilka razy. Nie, nie chodzi o to, że jestem niezdecydowana. Chodzi o to, że nie potrafię wypowiedzieć słów odpowiednich do sytuacji.
Mam tyle wspomnień w głowie, jedno za drugim. Ten kawkowski daszek, z którego można było obserwować gwiazdy a ta najjaśniejsza świeciła tylko dla mnie. Te piosenki z oazy śpiewane do słuchawki podczas długich rozmów telefonicznych. Ten pierwszy bukiet tulipanów na dzień kobiet i pluszak na siedemnaste urodziny. Wspólne zdjęcia z Budapesztu i potajemne spotkania na stadionie.
Niedzielny poranek był najgorszym porankiem tego roku. Szok i niedowierzanie trwają do teraz. Ciągle mam nadzieję, że to zły sen, który za chwilę się skończy. Że chociaż już dziś z tą osobą nie oglądam gwiazd i nie rozmawiam za wiele, to że jednak gdzieś tam kręci się po okolicy. Ale rzeczywistość jest zupełnie inna.
Dziękuję Ci i do zobaczenia A.
Będzie smutno.
czwartek, 30 czerwca 2016
DYPLOMOWANY OLIGOFRENOPEDAGOG? Tak, od wtorku to ja!
To dość dziwne uczucie być dyplomowanym pedagogiem specjalnym. Niby nic się nie zmieniło, ale świadomość tego, że jest się już kimś, że przed tym nazwiskiem są jakieś trzy literki bardzo podbudowują. W dzisiejszych czasach bycie panią lic. nie daje zbyt wielkiej dumy i dobrej pracy, ale to zawsze +10 do samooceny.
Najadłam się dużo stresu - o wiele za dużo. Bóle głowy, bezsenność, uderzenia gorąca, omdlenia... Na półgodziny przed obroną pani z dziekanatu powiedziała, że nie mam oceny z recenzji i teoretycznie nie mogę się dziś bronić, chyba że jestem na liście, której na oczy nie widziałam. Więc doszło jeszcze więcej stresu, ale jak się okazało - zrecenzowano mi pracę na 10 minut przed obroną, cóż za totalny luz.
Sama obrona przebiegła miło i w ekspresowym tempie. Komisja stworzyła tak wyluzowaną atmosferę, że życzę każdemu z Was, kto ma to przed sobą, żeby trafili na tak dobrą komisję jak moja!
I cóż mogę Wam rzec....do kiedyś!
Podpisano, ja - dyplomowany oligofrenopedagog ♥
Najadłam się dużo stresu - o wiele za dużo. Bóle głowy, bezsenność, uderzenia gorąca, omdlenia... Na półgodziny przed obroną pani z dziekanatu powiedziała, że nie mam oceny z recenzji i teoretycznie nie mogę się dziś bronić, chyba że jestem na liście, której na oczy nie widziałam. Więc doszło jeszcze więcej stresu, ale jak się okazało - zrecenzowano mi pracę na 10 minut przed obroną, cóż za totalny luz.Sama obrona przebiegła miło i w ekspresowym tempie. Komisja stworzyła tak wyluzowaną atmosferę, że życzę każdemu z Was, kto ma to przed sobą, żeby trafili na tak dobrą komisję jak moja!
I cóż mogę Wam rzec....do kiedyś!
Podpisano, ja - dyplomowany oligofrenopedagog ♥
piątek, 6 maja 2016
58100 z życia studentki trzeciego roku
Czas ucieka mi przez palce a za dziesięć dni muszę oddać złożoną w całość pracę licencjacką. Wyrobię się, tego mogę być pewna. Ale mniej pewna jestem jej dalszych losów.
Nie obawiam się antyplagiatu, bo mam ponad sześćdziesiąt przypisów. Obawiam się, że moja praca nawet tam nie trafi. W grupie seminaryjnej mam około dziesięciu ludzi, z czego ani jedna, podkreślam to specjalnie, nie ma zaakceptowanego ani jednego rozdziału pracy, z czego w mojej (jak i w innych) jest ich cztery. Więc, jeśli oddam pracę, niczego nie mogę być pewna. Bo może akurat tego dnia moja pro wstanie lewą nogą i nie spodobają jej się moje wypociny. A przecież w tym zestawieniu z nią nie wygram i wyląduję na liście oczekujących na wrzesień. I co wtedy? Wtedy moje magistry trafi szlag i całe trzy lata pójdą na marne.
Nie zostało mi nic innego jak pisać i pisać, i modlić się, żeby antyplagiat przeskanował moje pięćdziesiąt+ stron. Amen
poniedziałek, 21 marca 2016
21.03.2016
Kalendarzowa wiosna rozpoczęła się na Warmii naprawdę piękną pogodą. Aż chciałoby się wyjść, pospacerować po pobliskim Kusocińskim, ale niestety, materiały na uczelnie same się nie przygotują. Ogólnie robię postępy w pracy, bo po świętach zabieram się za robienie badań i z początkiem maja oddaję do tego nędznego antyplagiatu. A potem niech się dzieje wola Nieba....Przypominam wszystkim zapominalskim, że poza rozpoczęciem wiosny dziś jest święto kolorowych skarpetek i światowego dnia Zespołu Downa. Także, skarpetki skarpetkami ale pamiętajcie o tolerancji nie tylko od święta! ♥♥♥
A jutro... jutro przylatuje do mnie Afryka i zagości na dwa miesiące! Cieszę się nieziemsko! :)
Ahoj.
piątek, 26 lutego 2016
dobrze mi tu ♥
Obiecałam sobie, że nie będę już tak często wracać do domu. Przecież jestem dorosła i tego nie potrzebuję. Jednak dom rodzinny ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się tam wracać po kilku dniach rozłąki.
Uwielbiam wracać do domu, do moich czterech szaro-białych ścian, które dalej urządzam na swój elegancki sposób. Uwielbiam przygotowywać z mamą wspólne posiłki i zasiąść całą rodziną do obiadu. Od kiedy sięgam pamięcią, moi rodzice byli zwolennikami wspólnego spożywania posiłków. Kiedyś tego nie lubiłam, dziś cieszę się, że w taki sposób celebrujemy rodzinne chwile. Powiem Wam w tajemnicy, że im starsza jestem, tym mam lepszy kontakt z mamą, z czego naprawdę jestem dumna.
No i na koniec, lubię wracać do domu, w którym czeka na mnie mój czworonogi przyjaciel. Ze wszystkich moich dotychczasowych kotów to właśnie z nim dogaduję się najbardziej. Nie oszalałam, nie rozmawiam z kotami. Pisząc dogaduję miałam na myśli to, że rozumiem co on swoim zachowaniem chce mi powiedzieć. Wiem, kiedy się boi a kiedy czuje się bezpieczny. Teraz jest chyba między nami całkiem dobrze, bo mały kochany gnojek rozwalił się na moich nogach i pochrapuje, aż szkoda mi go przekładać. Jak z dzieckiem... prawie jak silna, niezależna kobieta! :)
Dobrze mi tu, bezpiecznie.
Uwielbiam wracać do domu, do moich czterech szaro-białych ścian, które dalej urządzam na swój elegancki sposób. Uwielbiam przygotowywać z mamą wspólne posiłki i zasiąść całą rodziną do obiadu. Od kiedy sięgam pamięcią, moi rodzice byli zwolennikami wspólnego spożywania posiłków. Kiedyś tego nie lubiłam, dziś cieszę się, że w taki sposób celebrujemy rodzinne chwile. Powiem Wam w tajemnicy, że im starsza jestem, tym mam lepszy kontakt z mamą, z czego naprawdę jestem dumna.
No i na koniec, lubię wracać do domu, w którym czeka na mnie mój czworonogi przyjaciel. Ze wszystkich moich dotychczasowych kotów to właśnie z nim dogaduję się najbardziej. Nie oszalałam, nie rozmawiam z kotami. Pisząc dogaduję miałam na myśli to, że rozumiem co on swoim zachowaniem chce mi powiedzieć. Wiem, kiedy się boi a kiedy czuje się bezpieczny. Teraz jest chyba między nami całkiem dobrze, bo mały kochany gnojek rozwalił się na moich nogach i pochrapuje, aż szkoda mi go przekładać. Jak z dzieckiem... prawie jak silna, niezależna kobieta! :) Dobrze mi tu, bezpiecznie.
czwartek, 4 lutego 2016
Posesyjne alleluja!
W czwartkowy, dość tłusty wieczór postanowiłam się trochę odezwać. Styczeń był najbardziej intensywnym miesiącem ostatnich czasów. W ciągu kilku dni zaliczyłam kilkanaście kolokwium z dość dobrym wynikiem i zdałam wszystkie egzaminy w zerowym terminie. Tak oto został mi ostatni semestr na uniwerku. No i zdobyłam trzy tygodnie bezkarnego wylegiwania. :)
A potem dostałam kilka wiadomości od promotora... i całe moje wypociny poszły się walić i muszę od nowa napisać dwa rozdziały. Nie wiem, chyba naprawdę liczyłam na to, że mam zdolności i smykałkę do pisania. No cóż, nie mam.
No cóż, pocieszam się, że do lipca jeszcze pięć miesięcy. Więc może zdołam się do tego czasu obronić. Obrona, to brzmi dumnie! :D
No chyba, że....
A potem dostałam kilka wiadomości od promotora... i całe moje wypociny poszły się walić i muszę od nowa napisać dwa rozdziały. Nie wiem, chyba naprawdę liczyłam na to, że mam zdolności i smykałkę do pisania. No cóż, nie mam.
No cóż, pocieszam się, że do lipca jeszcze pięć miesięcy. Więc może zdołam się do tego czasu obronić. Obrona, to brzmi dumnie! :D
No chyba, że....
poniedziałek, 18 stycznia 2016
presja sesja sresja, wymiękam.
Przede mną leżą pomazane notatki z głębszej niepełnosprawności, a w telefonie gdzieś notatki z zatrudniania niepełnosprawnych. I czuję jakieś wypalenie przedzawodowe i mam ochotę napisać podanie do dziekana i bez szwanku wylecieć z uczelni i zacząć wszystko od nowa. Powstrzymuje mnie jedynie fakt, że wniosłam już tak dużo w te studia, że grzechem by było ich nie skończyć.To nie jest mój dzień, zdecydowanie.
PS. Postanawiam poprawę, bo przecież sesja i te sprawy!
niedziela, 10 stycznia 2016
"Chętnie pójdę z Owsiakiem do piekła"
Kolejny finał Wielkiej Orkiestry i kolejne zamieszania w świecie, którym rządzą media. Ostatnio przed komputerem siedzę krótko i nie mam czasu przeglądać nowinek na osi czasu, ale dziś nadarzyła się dobra okazja. Więc zaciekawiona wchodzę i pierwsze co widzę:
Zdarza mi się wrzucić do puszki jakieś drobne. Czasami jednak zdarza mi się, że do puszki nie wrzucę ani grosza. Nie znam ani jednej osoby, która została wyleczona dzięki sprzętom zakupionym przez pana Jurka. Ale nie znam też ani jednej, która by z tego powodu cierpiała. Rzadko bywam w szpitalach, ale kiedy już to robię, wszędzie widzę że w szpitalu znajduje się sprzęt ufundowany z fundacji WOŚP. Nie obchodzi mnie to, że za część kwoty wybudowano siedzibę WOŚP. Chwileczkę, przecież Caritas też ma swoją siedzibę. PAH i inne organizacje też na pewno ją mają. Z czego ją zbudowano? Jakoś trzeba sobie radzić.
Dlaczego w ludziach jest tyle jadu? Dlaczego katolicy są tak zawistni jeżeli chodzi o pana Owsiaka? Przecież on im nie robi krzywdy. Ksiądz staje na ambonie i cytuje Pismo Święte, że trzeba pomagać i szanować drugiego człowieka. Po czym dodaje, że wspieranie Owsiaka to grzech. Czy to aby nie paradoks? Ks. Kaczkowski powiedział kiedyś, że chętnie pójdzie z Owsiakiem do piekła. Zatem, do piekła pójdę i ja! Z chęcią. Jeżeli chęć pomocy ma być karane piekłem - proszę szykować tam dla mnie miejsce, bowiem całe moje życie wiążę z pomocą potrzebującym. Amen.
- Owsiak! Jesteś skończony oszuście!
- Bardzo lubię wspierać różne organizacje (np. PAH, Caritas) Ale nie wszystko MUSZĘ lubić. I nie we wszystkim brać udział.
- Jesteśmy na tak dla WOŚP , Nie dla zawistnych malkontentów.
I chciałabym wyłączyć internet.
Zdarza mi się wrzucić do puszki jakieś drobne. Czasami jednak zdarza mi się, że do puszki nie wrzucę ani grosza. Nie znam ani jednej osoby, która została wyleczona dzięki sprzętom zakupionym przez pana Jurka. Ale nie znam też ani jednej, która by z tego powodu cierpiała. Rzadko bywam w szpitalach, ale kiedy już to robię, wszędzie widzę że w szpitalu znajduje się sprzęt ufundowany z fundacji WOŚP. Nie obchodzi mnie to, że za część kwoty wybudowano siedzibę WOŚP. Chwileczkę, przecież Caritas też ma swoją siedzibę. PAH i inne organizacje też na pewno ją mają. Z czego ją zbudowano? Jakoś trzeba sobie radzić.
Dlaczego w ludziach jest tyle jadu? Dlaczego katolicy są tak zawistni jeżeli chodzi o pana Owsiaka? Przecież on im nie robi krzywdy. Ksiądz staje na ambonie i cytuje Pismo Święte, że trzeba pomagać i szanować drugiego człowieka. Po czym dodaje, że wspieranie Owsiaka to grzech. Czy to aby nie paradoks? Ks. Kaczkowski powiedział kiedyś, że chętnie pójdzie z Owsiakiem do piekła. Zatem, do piekła pójdę i ja! Z chęcią. Jeżeli chęć pomocy ma być karane piekłem - proszę szykować tam dla mnie miejsce, bowiem całe moje życie wiążę z pomocą potrzebującym. Amen.
czwartek, 31 grudnia 2015
2015
Ludzie mówią, że jaki sylwester taki cały rok. Ten rok udowodnił, że jednak nie wszyscy mają rację. Pierwszy dzień stycznia był najgorszym dniem, który zapamiętam do końca życia, to śmiało mogę powiedzieć, że przeżyłam jeden z lepszych roków w moim życiu, a miałam ich już dwadzieścia jeden.
czwartek, 24 grudnia 2015
MAGIA ŚWIĄT
Kiedy w powietrzu unosi się zapach pieczonych pierników, a mama nabija goździkami ulubione cytrusy, to wiesz, że zbliża się Boże Narodzenie!
Z tej okazji chciałabym Wszystkim życzyć zdrowych, wesołych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Żeby sesja znowu nie zaskoczyła studentów swoją obecnością a każde marzenie znalazło czas na swoją realizację. I żebyśmy w tym całym świątecznym zamieszaniu nie zapomnieli, że to nie my i rodzina są dziś najważniejsi! :)
piątek, 27 listopada 2015
Narzekadło tutaj spadło
Pisanie pracy dyplomowej jest do bani. Zazdroszczę każdemu, kto wie jak się do tego zabrać, bo osobiście jestem w czarnej dupie!
Miałam tyle planów na ten tydzień, ale wszystko poszło w las, bo kolejny raz dopadło mnie wstrętne przeziębienie. Zatoki mi zaraz eksplodują, a w nosie mam papryczkę chili, a nawet dwie. A chciałam wyskoczyć na basen, pojeździć za darmo na łyżwach i wybrać się w końcu na romantyczną, zimową komedię. Może to jakiś znak, żebym ruszyła swoje leniwe cztery litery i dokończyła chociaż jeden rozdział? Zalegam z oddaniem już jakieś dwa tygodnie, więc byłoby miło, gdybym to w końcu zrobiła? Tak, to chyba dobry plan.
EDIT: Myślałam, że to się zdarza tylko na filmach i głupich opowieściach, ale to jednak prawda. Pół dnia pisałam kilka podrozdziałów do mojej pracy. Niestety, po formacie mojego małego złoma okazało się, że nie mam Worda. Alternatywą dla mnie jest WPS Writer (cokolwiek to jest). Chwaliłam go sobie, aż do dziś, kiedy wyłączyłam inną kartę i... moja praca legła w gruzach. Dziękuję, pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)








