I nadszedł ten czas w życiu kierowcy, kiedy całe życie staje przed oczami. Niby nic strasznego, a jednak. Kiedyś myślałam, że jak ktoś jedzie wolno, to nic się nie dzieje. A tu proszę. Zwykły wyjazd do sklepu po bułkę i warzywa. W tamtą stronę idealnie, chociaż droga pozostawia wiele do życzenia. Szybkie zakupy i możemy wracać. Zjeżdżam z góry, żeby dojechać do domu. Sama. 30/h bo to droga, gdzie przechadza się wiele pijaczków, gdzie stoi wiele samochodów. Mijam domy, ale czuję, że coś jest nie tak. I moja intuicja nie zawodzi. Zaczęło mnie wykręcać, taka samochodowa karuzela. Pierwszy odruch to hamulce, które niestety nie mają zamiaru reagować. Pierwsza myśl? Zaraz się rozbiję o przydrożny, niezamieszkały dom. Ale spokojnie, mam kierownicę. Ale i ona odmawia mi współpracy. Samochód swoje, ja swoje. Zatrzymałam się. Nie wiem jak. Wiem tylko, że zajęłam całą drogę. Musiałam szybko się uwinąć, przecież zaraz może nadjechać rozpędzony samochód i wtedy moja honda poszłaby na złom. (dobra, to małe wyolbrzymienie). Biorę telefon do ręki, żeby zadzwonić do taty, chociaż stan mojego konta to jakieś trzy grosze. Ręce mi się tak trzęsą, że nie mogę wpisać hasła do telefonu. Stwierdziłam, że wyjdę z samochodu i zacznę krzyczeć - to tylko 50 metrów od mojego domu. Ale po wzięciu głębokiego oddechu zaczęłam myśleć racjonalnie. Odpaliłam samochód po raz kolejny. Działa! Wycofałam, podjechałam, wycofałam i ruszyłam. Teraz to nogi nie chciały ze mną pracować. Trzęsły się tak bardzo, że trzy razy musiałam wjechać na swoje podwórko. Myśl: Nie chcę już jeździć samochodem. Nie rozumiem, jak ktoś mógł postawić mi pozytywa na egzaminie. Ale przecież jeszcze dziś będę musiała gdzieś podjechać.
Wiem. Jeszcze nie jedna taka sytuacja w moim życiu. Ba! Może nawet gorsze - chociaż po cichu liczę, że nie.
Czy warto poddawać się po jednej, nie wiadomo czym spowodowanej atrakcji jaką jest samochodowa karuzela? Zapewne nie.
sobota, 9 lutego 2013
niedziela, 3 lutego 2013
Budapest
Wieczór z repetytorium angielskim skończył się na wspomnieniach z okresu podróżowania, gdzie mogłam chociaż trochę wykazać się moją znajomością języka, którym w dzisiejszych czasach posługują się ludzie niemal w każdym kraju.Wspomniałam sobie wieloletnie Włochy, kilkudniową Szwecję, czy Litwę, a nawet Bośnię i Hercegowinę. Przypomniałam sobie kąpiel w Chorwacji i zakupy w Słowenii. Piękny Wiedeń, pamiętliwy Frýdek-Místek i sąsiednia Słowacja. Nie zapomnę także czterdziestostopniowego Cypru. To wszystko jest takie piękne i daje tyle wspomnień. Ale żadne z tych państw i miast nie wzrusza tak bardzo jak Budapeszt....
05.02.2011
Zajeżdżamy do Budapesztu nad ranem - zaspani i niewiele ogarniający. Pierwsze kroki, piękne widoki i przebudzenie. Brzuchy umierają z głodu, więc trzeba się najeść. W środku miasta, niewielka knajpka, rozkojarzona obsługa i brudne sztućce. Trudno, damy radę palcami, to tylko pizza. Wracamy, bo przed nami długa droga do Polski. Dochodzimy do pojazdu a tu.... niespodzianka w postaci wybitej szyby. Mamy wolne, możemy robić co chcemy. Los nam sprzyja, nie ma co - zaparkowaliśmy pod placem świętej trójcy, więc mamy skąd podziwiać to przepiękne miasto. Kilka godzin wolnego i możemy ruszać dalej - do Polski.
PLAC ŚWIĘTEJ TRÓJCY - BUDAPESZT
To tu skończyło się stare a zaczęło nowe. To w tym miejscu pogrzebaliśmy stare niedomówienia i kłamstwa. To tutaj był nowy start. Dostałam to, na co po cichu liczyłam. Lubię ten plac.
Piękne miasto niesie z sobą piękną historię i wspomnienia. Tego piękna nie da się opisać. Nie ukaże tego nawet powyższe zdjęcie z aparatu księdza Sławomira. Tam trzeba pojechać. Urzekło mnie to miasto.
środa, 30 stycznia 2013
lawendowe pole pod białą pierzyną.
Lawendowe pole pod białą pierzyną. (spodobało mi się to określenie co do Nowego Kawkowa)
Początkowe zniechęcenia i pesymistyczne podejścia zniknęły, gdy postawiłam pierwszy krok w refektarzu, gdzie grupka dzieci przywitała mnie gromkimi brawami.
Rozwydrzone, potrzebujące zainteresowania. Dzieci, które jeszcze nie zdołały dostrzec Boga. To małe podlizuchy, które ciągle chcą być na czyiś rękach, chcą mówić coś na uszko, co w rzeczywistości oznacza buziaka w policzek. Chcą się przytulać i tańczyć. Zginają nogi, gdy czują, że zaraz zostaną postawione na podłodze. Trzymają ze rękę, kiedy trzeba iść. Przeżywają zakochania na trzydniowych rekolekcjach. Chłopcy wzdychają do dziewcząt, które są twarde niczym skała i na nic ich starania. Ani bransoletka zrobiona własnoręcznie (przez faceta) ani miłosny list nie są w stanie zmiękczyć tej pięknej płci.
To opis dzieci, które były ze mną nieustannie 24/h przez ostatnie trzy dni.
Ciężko pełnić dwie funkcje na takiej oazie. W jakiej roli czułam się lepiej? Chyba jako muzyczna, bo dzieci miały niesamowity zapał do śpiewu. Animatorka grupy męskiej to trudne zadanie, szczególnie, gdy chłopcy są w wieku dojrzewania i zamiast skupić się na tym co najważniejsze, skupiają się na.... nogach animatorki, czyli na błahostkach. Ale to zawsze +1 w podwyższeniu samooceny. :)
Animatorzy w przeróżnych strojach - od eleganckie polskie po afrykańskie, tańce, hulańce, konkurs na najładniejszą maskę i wybór króla i królowej balu - to nasza uczta miłości (agape).
Płacz dzieci, bolące brzuszki. Moje 35.7 i okropny ból głowy, cierpliwość i smaczne jedzenie. Podkreślenie własnej wartości, godności i długie odprawy. A to wszystko tam, gdzie zaczęła się moja przygoda.
Początkowe zniechęcenia i pesymistyczne podejścia zniknęły, gdy postawiłam pierwszy krok w refektarzu, gdzie grupka dzieci przywitała mnie gromkimi brawami.
Rozwydrzone, potrzebujące zainteresowania. Dzieci, które jeszcze nie zdołały dostrzec Boga. To małe podlizuchy, które ciągle chcą być na czyiś rękach, chcą mówić coś na uszko, co w rzeczywistości oznacza buziaka w policzek. Chcą się przytulać i tańczyć. Zginają nogi, gdy czują, że zaraz zostaną postawione na podłodze. Trzymają ze rękę, kiedy trzeba iść. Przeżywają zakochania na trzydniowych rekolekcjach. Chłopcy wzdychają do dziewcząt, które są twarde niczym skała i na nic ich starania. Ani bransoletka zrobiona własnoręcznie (przez faceta) ani miłosny list nie są w stanie zmiękczyć tej pięknej płci.
To opis dzieci, które były ze mną nieustannie 24/h przez ostatnie trzy dni.
Ciężko pełnić dwie funkcje na takiej oazie. W jakiej roli czułam się lepiej? Chyba jako muzyczna, bo dzieci miały niesamowity zapał do śpiewu. Animatorka grupy męskiej to trudne zadanie, szczególnie, gdy chłopcy są w wieku dojrzewania i zamiast skupić się na tym co najważniejsze, skupiają się na.... nogach animatorki, czyli na błahostkach. Ale to zawsze +1 w podwyższeniu samooceny. :)
Animatorzy w przeróżnych strojach - od eleganckie polskie po afrykańskie, tańce, hulańce, konkurs na najładniejszą maskę i wybór króla i królowej balu - to nasza uczta miłości (agape).
Płacz dzieci, bolące brzuszki. Moje 35.7 i okropny ból głowy, cierpliwość i smaczne jedzenie. Podkreślenie własnej wartości, godności i długie odprawy. A to wszystko tam, gdzie zaczęła się moja przygoda.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Grandparents day!
Setny post, to szczególny wpis, dedykowany babciom i dziadkom.
Babcie - to po części dzięki nim mogę napisać tę notkę i oddychać, w końcu to one są matkami moich rodziców. Zarówno jedna, jak i druga przeżyły II wojnę światową. W jej wyniku, młodsza straciła kuzynkę, która schowała się w kamienicy z bombą. Starszą wywieźli do Niemiec, skąd wróciła cała i zdrowa.
Babcie. Utwierdzały mamę, że imię Ania jest dla mnie odpowiednie, bo nawet mój braciszek będzie mógł swobodnie je wypowiedzieć. Po nich mam drugie imię - Maria. (chociaż jedna to Marianna, ale wszyscy na obie wołają Marysia). To one z dumą nosiły mnie na rękach, oglądały moje przedstawienia, śpiewy. Chwaliły się koleżankom, jaką mają wnuczkę.
Dziś obie są wdowami. Starsza z dwójką dzieci, młodsza z trzynastką. Jedna wychowała księdza pracującego w Austrii, druga zakonnicę misjonarkę pracującą w Afryce. Katolicka rodzina bez wątpienia.
Młodsza babcia tryska zdrowiem. Starsza ma problemy ze wzrokiem (sokolego mieć nie będzie, no ale...) a jutro położy się do szpitalnej, tętniącej smutkiem (bo bez wnucząt) sali, gdzie spędzi nie wiadomo ile czasu. Martwię się o nią, ale wierzę, że będzie dobrze.
Moje babcie są wyluzowane i mają wieeelkie poczucie humoru. Jest mi smutno, wybieram się do tęskniącej i zatroskanej babci. Ona jest lekiem na każdy mój smutek. Jej ramiona ukojeniem dla mnie są, bo przy niej czuję, jak smakuje miłość. :) (nie sądziłam, że wykorzystam w poście o babciach tę piosenkę) :)
Moje babcie są fajne i kocham je za to, że są takie, a nie inne ;)
A dziadkowie? Co z nimi?
Dziadek Franek nie brał mnie na barana. Nie nosił na rękach i nie dawał całusków w policzki, czółko i główkę. Nie stał obok, kiedy robiłam pierwsze kroki. Zapewne chciał, ale odszedł zbyt wcześnie. Niewiele o nim wiem. Ale ufam, że jest ze mną duchem, wspiera mnie i jest dumny z tego, kim jestem. (w końcu noszę jego nazwisko) :P
Dziadek Mietek. Do dziś pamiętam jak cieszył się z przedstawienia, które dla niego zrobiłam wraz z kuzynką. Do dziś, gdy zamykam oczy, widzę jaką miłością darzył wszystkie swoje wnuki. Kiedy wchodzę do jego pokoju, widzę radio, które umilało mu czas i telewizor, na którym pozwalał mi grać. Siedzę na łóżku, na którym przesiadywał całe dnie. Kocham Go całym moim serduszkiem. I tęsknię.
Każdy jest wyjątkowy, każdego kocham, każdy jest mój. Nie ważne, gdzie są. Ja i tak ich kocham ;)
Babcie - to po części dzięki nim mogę napisać tę notkę i oddychać, w końcu to one są matkami moich rodziców. Zarówno jedna, jak i druga przeżyły II wojnę światową. W jej wyniku, młodsza straciła kuzynkę, która schowała się w kamienicy z bombą. Starszą wywieźli do Niemiec, skąd wróciła cała i zdrowa.
Babcie. Utwierdzały mamę, że imię Ania jest dla mnie odpowiednie, bo nawet mój braciszek będzie mógł swobodnie je wypowiedzieć. Po nich mam drugie imię - Maria. (chociaż jedna to Marianna, ale wszyscy na obie wołają Marysia). To one z dumą nosiły mnie na rękach, oglądały moje przedstawienia, śpiewy. Chwaliły się koleżankom, jaką mają wnuczkę.
Dziś obie są wdowami. Starsza z dwójką dzieci, młodsza z trzynastką. Jedna wychowała księdza pracującego w Austrii, druga zakonnicę misjonarkę pracującą w Afryce. Katolicka rodzina bez wątpienia.
Młodsza babcia tryska zdrowiem. Starsza ma problemy ze wzrokiem (sokolego mieć nie będzie, no ale...) a jutro położy się do szpitalnej, tętniącej smutkiem (bo bez wnucząt) sali, gdzie spędzi nie wiadomo ile czasu. Martwię się o nią, ale wierzę, że będzie dobrze.
Moje babcie są wyluzowane i mają wieeelkie poczucie humoru. Jest mi smutno, wybieram się do tęskniącej i zatroskanej babci. Ona jest lekiem na każdy mój smutek. Jej ramiona ukojeniem dla mnie są, bo przy niej czuję, jak smakuje miłość. :) (nie sądziłam, że wykorzystam w poście o babciach tę piosenkę) :)
Moje babcie są fajne i kocham je za to, że są takie, a nie inne ;)
A dziadkowie? Co z nimi?
Dziadek Franek nie brał mnie na barana. Nie nosił na rękach i nie dawał całusków w policzki, czółko i główkę. Nie stał obok, kiedy robiłam pierwsze kroki. Zapewne chciał, ale odszedł zbyt wcześnie. Niewiele o nim wiem. Ale ufam, że jest ze mną duchem, wspiera mnie i jest dumny z tego, kim jestem. (w końcu noszę jego nazwisko) :P
Dziadek Mietek. Do dziś pamiętam jak cieszył się z przedstawienia, które dla niego zrobiłam wraz z kuzynką. Do dziś, gdy zamykam oczy, widzę jaką miłością darzył wszystkie swoje wnuki. Kiedy wchodzę do jego pokoju, widzę radio, które umilało mu czas i telewizor, na którym pozwalał mi grać. Siedzę na łóżku, na którym przesiadywał całe dnie. Kocham Go całym moim serduszkiem. I tęsknię.
Każdy jest wyjątkowy, każdego kocham, każdy jest mój. Nie ważne, gdzie są. Ja i tak ich kocham ;)
niedziela, 13 stycznia 2013
Studniówka IV LO
Poloneza czas zacząć. Podkomorzy ruszaSłowa znane nawet bez przeczytania zacnej powieści Mickiewicza. Chyba nikt nie wyobraża sobie otwarcia balu maturalnego bez tych słów. Taniec nagrodzony gromkimi brawami rodziców, także i moich. (dziękuję!)

Jeszcze tylko podziękowania dla wychowawców i parkiet należy do mnie! Nie pamiętam, kiedy tak się wytańczyłam. Nowe buty spisały się na medal - żadnych odcisków!
"To moja najlepsza studniówka, na jakiej byłam. To moja pierwsza studniówka!"
Racje mają Ci, którzy mówią, że studniówka to najlepsza impreza młodych ludzi! Wszyscy wystrojeni w eleganckie stroje, z pięknymi fryzurami. Wtedy wszystko jest możliwe - nawet niepoznanie swojej koleżanki z ławki. .
Miejsce? Pięknie położony Hotel na Dajtkach. Ale to nie ono sprawiło, że było fantastycznie. To ludzie i ta niesamowita atmosfera. Dziękuję!
"Zróbmy więc studniówkę, jakiej nie przeżył nikt"
Program artystyczny. I nikt nie zarzuci humanistyczno-językowej, że są beznadziejni. Idealnie zaśpiewane I'm so excited, wzruszający pokaz zdjęć oraz klasowa piosenka z gitarą wyszły tak cudownie, że sam dyrektor ubiegał się o bis.
Były też przykrości, które poszły w niepamięć. To była nasza noc! Wyszliśmy z tego ze strupami, siniakami i chorobą. Ale warto. Bo studniówkę przeżywa się raz.
![]() |
| i'm so excited! |
piątek, 11 stycznia 2013
poloneza czas zacząć!
Stolica nie spełniła moich wymogów i zamiast z kreacją na studniówkę, wróciłam z pięknym płaszczykiem, bielizną i butami. Sukienka to wybór na ostatnią chwilę, ale najważniejsze, że jest!
Zaraz zabiorę wszystko i pojadę na najlepszą imprezę mojego życia - na moją własną studniówkę. Jeszcze nie czuję stresu przed polonezem i graniem na gitarze. Jeszcze nie nauczyłam się na perfect piosenki I'm so excited. Pamiętam pierwszy dzień szkoły, kiedy otaczali mnie obcy ludzie. To z nimi za cztery miesiące będę musiała się rozstać. Ale dziś będę się z nimi bawić na naszym balu maturalnym i to z nimi zacznę odliczać 100 dni do matury. To oni sprawią, że ten dzień będzie wyjątkowym! :)
Po trzech miesiącach prób, wymysłów rodziców co do studniówki i napięć nauczycieli nadszedł czas na głośne słowa: "poloneza czas zacząć"
Po trzech miesiącach prób, wymysłów rodziców co do studniówki i napięć nauczycieli nadszedł czas na głośne słowa: "poloneza czas zacząć"
środa, 2 stycznia 2013
Goodbay 2012, welcome 2013
No i zaczął się 2013 a wraz z nim wiele nowych rzeczy. No może nie jest to ogrom pracy, ale jednak coś! :)
Odpuściłam sobie zabawę w listę noworocznych postanowień, bo doświadczenia z poprzednich lat nauczyły mnie, że kończą się one na... liście. Nie stawiam sobie dalekosiężnych planów, raczej skupiam się na tym, co najważniejsze. Chronologicznie, po pierwsze wybieram się do Warszawy, w poszukiwaniu kreacji na studniówkę, która jest już za tydzień. Przyszły tydzień to intensywna nauka poloneza, którego jak do tej pory nikt nie ogarnął. Ciężki tydzień zakończy się świetną zabawą na Dajtkach. Po hucznej zabawie czas na intensywne przygotowanie do matury. I tak do maja. W między czasie ferie, wypady gdzie dusza zapragnie (albo gdzie rodzice zezwolą) i znów powrót do szkolnej rzeczywistości. A potem papiery na studia i nadzieja, że w październiku nazwę się studentką. A teraz zamykam komputer i cichutko na paluszkach zabieram się za przygotowania do jutrzejszych zajęć.
Odpuściłam sobie zabawę w listę noworocznych postanowień, bo doświadczenia z poprzednich lat nauczyły mnie, że kończą się one na... liście. Nie stawiam sobie dalekosiężnych planów, raczej skupiam się na tym, co najważniejsze. Chronologicznie, po pierwsze wybieram się do Warszawy, w poszukiwaniu kreacji na studniówkę, która jest już za tydzień. Przyszły tydzień to intensywna nauka poloneza, którego jak do tej pory nikt nie ogarnął. Ciężki tydzień zakończy się świetną zabawą na Dajtkach. Po hucznej zabawie czas na intensywne przygotowanie do matury. I tak do maja. W między czasie ferie, wypady gdzie dusza zapragnie (albo gdzie rodzice zezwolą) i znów powrót do szkolnej rzeczywistości. A potem papiery na studia i nadzieja, że w październiku nazwę się studentką. A teraz zamykam komputer i cichutko na paluszkach zabieram się za przygotowania do jutrzejszych zajęć.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Jaki był ten rok?
No i jesteśmy na Litwie. Podróż w sumie nie była męcząca. No i mamy śnieg, chlapę.. nie lubię chlap. Zaraz się zbieramy i uciekamy na plac, żeby poczekać na 2012. Mam nadzieję, że będzie lepszy, niż ten. Ponoć jaki sylwester taki cały rok, więc może będzie spokojny.Miałam tu odpocząć, przemyśleć. Nie mam na to czasu. Ale mimo wszystko. Dobrze, że tu jestem.No to do 2012.
31.12.2011
Mariampol, Litwa. Plebania przy Vytauto. Ja, Marta, Kamil, Damian no i gospodarz - ks. Sławek. Niespodziewane "cofnięcie w czasie", czyli dwa sylwestry - na Litwie i w Polsce - w Suwałkach. Ten pierwszy, spokojny, w Mariampolu cisza, w Kalwarii spokój, na granicy - fajerwerki. Telefony do bliskich, którzy są w Polsce. Mamy czas, żeby przeżyć sylwester jeszcze raz. Jedziemy do Polski. Znów witamy w 2011. Sylwester z osobami z Ruchu, których się nie zna. Ale wspólnotę czuć - jest dobrze. Powrót. Zajadanie się parówkami z Marta o 3 w nocy i chodzenie po plebani na paluszkach, co by płci męskiej nie obudzić. Fajny był ten sylwester.
31.12.2012
Ostatnie 11 godzin tego dobrego roku. Dobrego, bo przecież przeżyliśmy koniec świata ;)
Podsumujmy :
1. Bezalkoholowa osiemnastka - niesamowite rzeczy - DZIĘKUJĘ.
2. Trzydniowy pobyt w szpitalu i operacja, cóż mądrości musiały zostać usunięte.
3. Oazy, rekolekcje i pielgrzymki oraz udany koncert ewangelizacyjny! ;)
4. Wielkanoc w Austrii - niemieckie Jezus Żyje chwyta za serce.
5. Przyjaźń - rozmowy o wszystkim i o niczym. Dobrze, że jesteście.
6. Kurs prawa jazdy. Taki ze mnie kierowca dobry, że aż trzech egzaminatorów chciało ze mną pojeździć!:)
7. Weekendowy wyjazd na Litwę, nauka kliku słówek i można mówić, że zna się sąsiedni język! :)
8. Spotkania, radości, smutki i łzy.
9. Dekret biskupa udzielającego mi misji kanonicznych!:)
Mogłabym rozpisać wszystko - 366 punktów. Problemy są dwa - ja padnę jeśli wszystko opiszę, a potem wy padniecie, czytając moje wypociny.
Jesteście ze mną, nie ważne czy mieszkamy od siebie 5 metrów, czy 2000 kilometrów. I za to dziękuję. 2012 to dobry rok, ale nikt nie powiedział, że następny będzie gorszy. :)
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Christmas time!
CHRISTMAS TIME!
Byśmy mimo radości z prezentów i spotkania w gronie rodzinnym nie zapomnieli, kto w te święta jest najważniejszy.
zaprośmy Go, bo urodziny bez jubilata są do bani.
zaprośmy Go, bo urodziny bez jubilata są do bani.
spokojnych i wesołych świąt kochani!
Ania.
Ania.
sobota, 22 grudnia 2012
Święty Mikołaju [...] z włosami jak Dumbledore!
Święty Mikołaju przyjeżdżający z Laponii na saniach ze świtą reniferów, z brodą i wąsami niczym Robin Williams i włosami jak Dumbledore!
Nie chcę małego opakowania, w którym znajdę kluczyki do mercedesa cl 63 amg, którym jeździ Błaszczykowski. Ani średniego, w którym znajdę świetny Hasselblad H4D-200MS. Nie oczekuje także prezentu mierzącego niecałe 2m, któremu skradłabym całusa pod jemiołą.
Chciałabym, mój Mikołajku, śpiewająco zdać matury i iść na studia. Oczywiście nie chcę już kłótni z rodziną, no i koniecznie, żebyśmy za rok spotkali się przy stole wigilijnym w tym samym składzie.
Każdemu człowiekowi podaruj chociaż ziarenko pokoju. Zamiast rozdawać wypasione mp4, telefony i samochody, podaruj dzieciom trochę słońca, aby dziecko na każdym kontynencie nie chodziło po ulicach brudne i głodne. To samo z dorosłymi. Rozpal w naszych sercach płomień miłości i podtrzymuj, aby nie zgasł.
Każdemu człowiekowi podaruj chociaż ziarenko pokoju. Zamiast rozdawać wypasione mp4, telefony i samochody, podaruj dzieciom trochę słońca, aby dziecko na każdym kontynencie nie chodziło po ulicach brudne i głodne. To samo z dorosłymi. Rozpal w naszych sercach płomień miłości i podtrzymuj, aby nie zgasł.
piątek, 14 grudnia 2012
Jest zima, to musi być zimno? Kiedyś będziesz narzekać.
czujecie?
mroźno w całym warmińsko-mazurskim, lodowisko zamiast jezdni part2.
mróz szczypie w policzki, chłód i wysiłek odbierają głos.
a ja zamieniam się w człowieka szczęśliwego -
już zima.
środa, 28 listopada 2012
Miej głowę na karku - to Ci się przyda.
Szkoła.
Tylko polonista z czwórki potrafi Mistrza i Małgorzatę zamienić w koszmar. Nie znasz członków Massolitu? Więc co robisz w tej szkole? W klasie humanistycznej niedostateczne lecą jedna za drugą. Chcesz jedynkę? Nie ma problemu. Dziękujemy.
Matury.
Czas na oddanie jest do wywiadówki, połowa grudnia. Dwóch matur jesteśmy już pewni. Najgorsze przedmioty, których się obawiałam już zostały sprawdzone i zdane. Mówiąc o maturach z matematyki i historii mogę odetchnąć z ulgą.
Ludzie.
Wielu znam, z wieloma rozmawiam. Ale z tymi bliższymi jakby tracę kontakt. To już nie jest to samo, co było kiedyś. Wydawałoby się, że było pięknie. Teraz? Nie ma już radości związanej z oczekiwaniami na coś konkretnego. Oddalamy się z naszej "grupy" i nikt nie robi nic, żeby to zmienić.
Jelly Bean.
We cannot guarantee that all 36 flavours will be in every pack, sorry if you missed any! No problem - you are my sweet friends 2day.
Cukierki o trzydziestu sześciu smakach próbują rozweselić mój humor. Jak na razie sprawiają, że jestem najedzona, po pięciu smakach.
My, wy, oni.
Jest małe zamieszanie w kontaktach. Raz jest cisza, a raz tysiąc wiadomości i tęsknota za tym, co było i jest.
Czasem przedzierające się promienie słońca i piękny widok na Stare Miasto (a konkretnie Katedrę) poprawiają mi humor związany z tym, co wymaga zbyt wiele, aniżeli mogę z siebie dać.
Ja.
sobota, 24 listopada 2012
Materialna tęsknota, która odebrała radość serca?
Z czym mi się kojarzy Kawkowo? Z długimi, nocnymi rozmowami. Z daszkiem, na którym mogło się leżeć i spoglądać na gwieździste niebo. Z daszkiem, gdzie odbywały się poważne rozmowy, gdzie wszystko się zaczęło.
Już go nie ma. Nie mogę się na nim położyć i poukładać sobie własnych spraw. Zostały tylko długie, nocne rozmowy. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Brakuje mi chociaż skrawka mojego daszku.
Czterech chłopców - to moja grupa. Pierwszy raz dostałam w prezencie chłopców. Mądrych rozrabiaków, którzy lubią, kiedy zwraca się na nich uwagę. I nie umiem ocenić, czy daję sobie radę, czy zostaję w tyle.
Matury.
Ponoć zdałam matematykę - ponoć to moje domniemania. Ponoć angielski był dla mnie banałem - ponoć to prawda. Ponoć historia nie jest w moim typie i ponoć to także jest prawdą. Ponoć dzisiaj na rozszerzonym polskim lałam wodę, bo praca o pogodzie. Ponoć za dużo w tym relacjonowaniu słowa "ponoć".
Ponoć miało być dobrze, a znów niczego nie jestem pewna.
Matury.
Ponoć zdałam matematykę - ponoć to moje domniemania. Ponoć angielski był dla mnie banałem - ponoć to prawda. Ponoć historia nie jest w moim typie i ponoć to także jest prawdą. Ponoć dzisiaj na rozszerzonym polskim lałam wodę, bo praca o pogodzie. Ponoć za dużo w tym relacjonowaniu słowa "ponoć".
Ponoć miało być dobrze, a znów niczego nie jestem pewna.
wtorek, 20 listopada 2012
Matura to bzdura.
Zanim znów nazwę się humanistką, ugryzę się w język aż do krwi. Tak, trochę o maturze, o której głośno w mediach. Ogólnie, ujmując to jednym słowem, jestem załamana. Jak to możliwe, że człowiek na rozszerzonym polskim nie umie czytać ze zrozumieniem? Z zapałem podeszłam do wypracowania o prostytutkach i poległam na kompozycji. Co ja robię na tym świecie?
Było o maturze, to trochę o filmie.
Miał być strzałem w dziesiątkę. Życiowy film, to i ludzi przyciągnie, zwłaszcza, że w piątek była premiera. I owszem - przyciągnął - mnóstwo starszyzny. Byłam nimi otoczona z każdej strony. Chyba oczekiwałam czegoś więcej, chociaż gra aktorów była idealna.
Trochę o sobie.
Pogubiłam wątki tworzące moje życie. W jednym momencie wszystko pękło. Słowa, które miały radować, ukuły w sam środek serca. Zawalam się i sypię niczym stary, niezadbany budynek.
Przynajmniej gram szczęścia, proszę.
Było o maturze, to trochę o filmie.
Miał być strzałem w dziesiątkę. Życiowy film, to i ludzi przyciągnie, zwłaszcza, że w piątek była premiera. I owszem - przyciągnął - mnóstwo starszyzny. Byłam nimi otoczona z każdej strony. Chyba oczekiwałam czegoś więcej, chociaż gra aktorów była idealna.
Trochę o sobie.
Pogubiłam wątki tworzące moje życie. W jednym momencie wszystko pękło. Słowa, które miały radować, ukuły w sam środek serca. Zawalam się i sypię niczym stary, niezadbany budynek.
Przynajmniej gram szczęścia, proszę.
środa, 14 listopada 2012
dla Niej.
Brakuje mi chwil, kiedy możemy pogadać jak przyjaciółki. Tęsknię za szczerymi rozmowami, łzami szczęścia. Za jej przytulasem i rozpaczą, że jestem już dorosła, że mam maturę i prawko, że ją zaraz opuszczę. Za jej dokuczaniem.
Przepraszam.
Post dedykowany najwspanialszej osobie na świecie, która go pewnie nie przeczyta.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)




_.jpg)










